Widzisz wiadomości znalezione dla frazy: Zawisza Czarny Wódka

obejscie cyrografu?!


Czy jest jakieś obejście cyrografu dwuletniego?!
Może kradzież telefonu!?

BTW
ile może kosztować T10s na czarnym rynku


        Kladziesz cyrograf (oczywiscie dwuletni) na krzesle na srodku pokoju i
obchodzisz go zgodnie z ruchem wskazowek zegara (ewentualne w przeciwna
strone). Mozliwe jest takze obejscie wtorne, po pierwszej rundce oraz  
obejscie wsteczne (idziesz tylem).
        Ewentualnie, po roku uzytkowania sieci, mozna zebrac spora grupe
znajomych, kupic flaszke wodki, kielbase, ogorcy i sledziki, upiec tort,
zapalic na nim swieczke i spokojnie obchodzic pierwsze urodziny swojego  
cyrografu. I to samo za rok. Wtedy bedzie to juz obejscie (no moze
obchodzenie) cyrografu dwuletniego.
Pozdrawiam i zycze sukcesow!
Arek Zawisza

 » 

obejscie cyrografu?!




| Czy jest jakieś obejście cyrografu dwuletniego?!
| Może kradzież telefonu!?

| BTW
| ile może kosztować T10s na czarnym rynku

    Kladziesz cyrograf (oczywiscie dwuletni) na krzesle na srodku pokoju i
obchodzisz go zgodnie z ruchem wskazowek zegara (ewentualne w przeciwna
strone). Mozliwe jest takze obejscie wtorne, po pierwszej rundce oraz
obejscie wsteczne (idziesz tylem).
    Ewentualnie, po roku uzytkowania sieci, mozna zebrac spora grupe
znajomych, kupic flaszke wodki, kielbase, ogorcy i sledziki, upiec tort,
zapalic na nim swieczke i spokojnie obchodzic pierwsze urodziny swojego
cyrografu. I to samo za rok. Wtedy bedzie to juz obejscie (no moze
obchodzenie) cyrografu dwuletniego.
Pozdrawiam i zycze sukcesow!
Arek Zawisza


obejscie cyrografu?!

Oooo wielkie dzięki za odpowiedź - mnie by się nie chciało pisać takich
pierdół!!!
Anyway thx! Spróbuję i opiszę wyniki!!!

zdrowia
mosikta

:
: --
: __________________
:             JSK
:

:
: | Czy jest jakieś obejście cyrografu dwuletniego?!
: | Może kradzież telefonu!?
: |
: | BTW
: | ile może kosztować T10s na czarnym rynku
: |
:     Kladziesz cyrograf (oczywiscie dwuletni) na krzesle na srodku pokoju
i
: obchodzisz go zgodnie z ruchem wskazowek zegara (ewentualne w przeciwna
: strone). Mozliwe jest takze obejscie wtorne, po pierwszej rundce oraz
: obejscie wsteczne (idziesz tylem).
:     Ewentualnie, po roku uzytkowania sieci, mozna zebrac spora grupe
: znajomych, kupic flaszke wodki, kielbase, ogorcy i sledziki, upiec tort,
: zapalic na nim swieczke i spokojnie obchodzic pierwsze urodziny swojego
: cyrografu. I to samo za rok. Wtedy bedzie to juz obejscie (no moze
: obchodzenie) cyrografu dwuletniego.
: Pozdrawiam i zycze sukcesow!
: Arek Zawisza

:
:

jaka wódka na wesele?

Witamy, jesteśmy w trakcie wybierania wódki na Wesele. Planujemy kupić 200 sztuk na 150 osób (bez poprawin), ale mamy problem jaka kupić :( Ceny są bardzo zróżnicowane i nie wiemy co wybrać, więc będziemy wdzięczni za pomoc.
Zastanawiamy się nad;
Wódką z Manufaktury- wiemy że przy dużym zamówieniu kosztuje ona 16,99
Sobieskim- koszt to ok 18,64
Wyborową-ale nie wiemy ile kosztuje przy dużym zamówieniu :(
Luksusową-w Tesco 16,99 (ale słyszeliśmy że się popsuła i nie wszystkim smakuje, bo robiona jest na ziemniakach)
Zawisza Czarny-15,85 (ale jakoś się źle kojarzy)
Pałacowa- koszt?

Bylibyśmy bardzo wdzięczni za informacje ile kosztują te wódki w Selgrosie, ponieważ słyszeliśmy że jest tam taniej i za pomoc w wybraniu tej najlepszej :)

Pozdrawiamy :)

 » 

jaka wódka na wesele?

Hmm no z tego co wiem na nasze wesele panowie wybrali Soplicę, która kosztuje jakoś 16 -18 zł w zależności od miejsca. Martuś myślę, zę warto spróbować najpierw te wódki i dopiero potem zastanowic się nad ceną. Ponoć Manufaktura, Zawisza Czarny i Pałacowa są obrzydliwe. Chyba, ze my trafiliśmy na jakąś podrabianą...

Nasze OH

Nie zauwa?y?em tego tematu wcze?niej a szkoda
Osobi?cie wol?
1. Polsk? czyst? wódk? (od jakiego? czasu Zawisza Czarny lub Absolut lime)
2. Piwo (Tyskie, Zywiec , kiedy? dawno temu Browar Wielkopolski wypuszcza? piwko 10,5 i wtedy konsumowa?em je. Obecnie nie ma go)
3. Je?li chodzi o drinki to tylko W?ciek?y Pies (sok malinowy, wódka i kilka kropelek tabasco- REWELACJA)

Alkohole - gdzie kupujecie?

A Pana Tadeusza też macie? Może specem nie jesteś, nie wiem, ale może wiesz, jaka wódka jest najlepsza na takie imprezy? Może coś poradzisz Tadzia piliśmy i był ok. Maximus ponoć super, ale nie znamy. Do Bolsa już się zraziliśmy...



są u nas praktycznie wszystkie popularne rodzaje wódek [i innych alkoholi] oraz sporo mniej znanych. moim osobistym zdaniem dobra wódka na wesele to taka która znają ludzie którzy bedą się na tym weselu bawić. sami powinniście wiedzieć jakie alkohole pija się u was na przykład na jakiś imprezach. moim osobistym zdaniem bardzo dobre są wódki od Sobieskiego, czyli Sobieski, Polonaise czy Zawisza Czarny. polecić mogę również Absolwenta. Pana Tadeusza juz daaaawno nie piłem ale to zawsze była Luksusowa w ładniejszym opakowaniu. ostatnimi czasy Polmos Lublin wprowadził Żołądkową Czystą de Luxe . Ładna butelka, średnia nazwa, stosunkowo dobra cena i mogę ją polecić.

Zawisza

Kiedyś zostałem zwerbowany na wesele w charakterze kamerzysty. Przed wyjsciem do "pracy" ojciec powiedział mi, żebym nie chlał. Odparłem mu, że jestem profesjonalistą i pić nie mam zamiaru...Do czasu gdy zobaczyłem, że na stole stoją same schłodzone Zawiszki. Taka okazja i jej nie wykorzystać? Obaliłem z jednym kolesiem z orkiestry 3 flaszki ;] Smak tej wódki jest naprawde bardzo dobry.Sporządzona jest ona z najwyższej jakości zbożowego spirytusu i krystalicznie czystej wody. I to się czuje pijąc tę wodę ognistą. Wódeczka wchodzi jak Jeżozwierz do klasy-szybko i pewnie Większość ludzi przepija ją, ja jednak preferuje picie jej bez przepojki. Można ewentualnie zagryść jakimś chipsem albo ogórem. Jej smak jest delikatny, jednak wódeczka daje niezłego kopa. Powala każdego jak najsłynniejszy polski ryczerz-Zawisza Czarny Wódeczka na każdą okazje: od posiadówek w terenie, poprzez grille, na weselach kończąc. Zaryzykuje stwierdzenie, że jest najlepszą wódką sposród tych z średniej półki.

MOC: 40%
CENA: 0,5-ok 18 zł (zależy od rejonu kraju, w Zakpocu stała po 30 )
OCENA: 5+

Ps. A film z wesela oczywiście był kijowej jakości


dowcipy...rózne

Miary spożycia napojów alkoholowych:

    100 ml
    - Chcesz zacząć wszystko od nowa i na dobry początek łyknąć jeszcze kieliszek.

    200 ml
    - Miłość do bliźnich aż wylewa Ci się przez oczy, zwłaszcza jeżeli bliźnim jest atrakcyjna kobieta.

    300 ml
    - Przejrzałeś na oczy. Wszyscy dookoła są braćmi i szukasz, kogo za nich zlać w pysk.

    400 ml
    - Dookoła są same bydlaki.

    500 ml
    - Miara filozoficzna. Mózg jest przepełniony wspaniałymi pomysłami, a Twoje usta nie mogą przetłumaczyć tego na język ludzki.

    600 ml
    - Unosisz się nad światem na zawrotną wysokość, na której nie wiadomo dlaczego dostajesz choroby lokomocyjnej, więc chce Ci się rzygać.

    700-800 ml
    - Nic nie pamiętasz, ale naoczni świadkowie zapewniają, że to Ty wszystko tu rozwaliłeś. To znaczy, że Zawisza Czarny jednak był jednym z Twoich przodków.

    900 ml
    - Pojawia się intensywnie przytłaczające uczucie: jak to kac - życie jest już prawie przeżyte, a drzewa jeszcze nie zbudowałeś, domu nie urodziłeś i syna nie zasiałeś. Chcesz wszystko zmienić, ale udaje się tylko puścić bąka i położyć: Kelner, jeszcze setkę pod trzeci stolik. Za obecne tu damy!!!

    1000 ml
    - Cóż, jeszcze jeden litr wódki zniknął z powierzchni Ziemi.

Humor

Miary spożycia alkoholu (w gramach)

100? Chcesz zacząć wszystko od nowa i na dobry początek łyknąć jeszcze kieliszek.

200? Miłość do bliźnich aż wylewa Ci się przez oczy, zwłaszcza jeżeli bliźnim jest atrakcyjna kobieta.

300? Przejrzałeś na oczy? wszyscy dookoła są braćmi i szukasz kogo za nich zlać w pysk.

400? Dookoła są same bydlaki.

500? Miara filozoficzna. Mózg jest przepełniony wspaniałymi pomysłami, a Twoje usta nie mogą przetłumaczyć tego na język ludzki.

600? Unosisz się nad światem na zawrotną wysokość, na której niewiadomo dlaczego dostajesz choroby lokomocyjnej, więc chce Ci się rzygać.

700-800? nic nie pamiętasz, ale naoczni świadkowie zapewniają, że to Ty wszystko tu rozwaliłeś? to znaczy, że Zawisza Czarny jednak był jednym z twoich przodków.

900? Pojawia się intensywnie przytłaczające uczucie: jak to kac? życie jest już prawie przeżyte, a drzewa jeszcze nie zbudowałeś, domu nie urodziłeś i syna nie zasiałeś. Chcesz wszystko zmienić, ale udaje się tylko puścić bąka i położyć: Kelner, jeszcze setkę pod trzeci stolik. Za obecne tu damy!!!

1000? Cóż, jeszcze jeden litr wódki zniknął z powierzchni Ziemi.

Co pijecie i jak cz?sto ?

Nie koniec gimnazjum - koniec pierwszego roku w szkole średniej

A więc: 6 kieliszków wódki(Medoffx2, Blagoff, Zawisza czarny x2, Prywatna Kolekcja) i 9 niebieskich Leżajsków.

Edit. Całkowicie z głowy mi wypadły 4 kielnie z majonki domowej roboty szkoda że łeb waży 200 kg teraz

ulubiona książka

czytałam chyba z 2,5 roku temu 'Narrenturm' i 1,5 roku temu 'Bożych Bojowników'(2ga część), ostatnio kupiłam sobie trzecią - 'Lux Perpetua'(co po dłuższych poszukiwaniach udało mi się przetłumaczyć jako 'światłość wiekuista'), ale gdzieś zgubiłam i nie mogę przeczytać

wg mnie najlepsze cytaty z 'Narrenturm' to 'świat nie zginął i nie spłonął. przynajmniej nie cały. ale i tak było wesoło.' oraz 'oj, nie umrzesz ty chłopackzu, śmiercią naturalną!'(Zawisza Czarny do Reynevana), a z 'Bożych Bojowników':
- tak więc zostaliście bez pociechy duchowej?
- jest wódka.


SMIESZNE FOTY ;)

no too mały wykładzić ponieważ gdyż pracowałam dla pewnych firm produkujących właśnie woodeczkę

1. Starogardzka wódka jak kazda inna wali mocno po ryju, bałamuci i tyle.
2. Starogardzka to odpady od wódki Jan III Sobieski oraz Zawisza Czarny (ta sama rozlewnia ta sama firma)
3. Luksusowa to wódeczka z ziemniaków

Gdybym był/a

Gdybym był/a miesiącem, był/abym: lipcem
Gdybym był/a dniem tygodnia, był/abym: sobotą
Gdybym był/a porą dnia, był/abym: wieczorem
Gdybym był/a planetą, był/abym: ziemią
Gdybym był/a kierunkiem, był/abym: Południem
Gdybym był/a meblem, był/abym: fotelem
Gdybym był/a grzechem, był/abym: pokusą
Gdybym był/a postacią historyczną, był/abym: Zawiszą Czarnym
Gdybym był/a cieczą, był/abym: Wódką
Gdybym był/a drzewem, był/abym Czereśnią
Gdybym był/a ptakiem, był/abym orłem
Gdybym był/a narzędziem, był/abym młotkiem
Gdybym był/a rośliną, był/abym tulipanem
Gdybym był/a rodzajem pogody, był/abym śniegiem
Gdybym był/a postacią z mitologii, był/abym Herkulesem
Gdybym był/a kolorem, był/abym Zielony
Gdybym był/a warzywem, był/abym Zimniorem
Gdybym był/a dźwiękiem, był/abym Pomrukiem
Gdybym był/a pierwiastkiem, był/abym Ag
Gdybym był/a filmem, to 300
Gdybym był/a jedzeniem, był/abym 'Pierogiem ruskim
Gdybym był/a miejscem, był/abym Domem
Gdybym był/a tkaniną, był/abym Dżinsem
Gdybym był/a smakiem, był/abym Słodkim
Gdybym był/a zapachem, był/abym Zapachem rozpalonej kobity xDD
Gdybym był/a słowem, brzmiałbym Kocham
Gdybym był/a przedmiotem, był/abym Prezerwatywą
Gdybym był/a częścią ciała, był/abym Piersiami
Gdybym był/a wyrazem twarzy, był/abym Zadowolonym
Gdybym był/a przedmiotem w szkole, był/abym WoS
Gdybym był/a bohaterką kreskówki, był/abym Krecikiem xD
Gdybym był/a kształtem, był/abym Kołem
Gdybym był/a liczbą, był/abym 8
Gdybym był/a znakiem interpunkcyjnym, był/abym trzykropkiem

Gdzie i kiedy kupić alkohol?

Dzisiejsze ceny z Auchan w Wola Park. Cena za 1/2 litra:

Absolwent - 16,97
Abstynent - 17,99
Biała Dama - 22,29
Bols - 19,36
Finlandia - 28,74
Gorzka Żołądkowa czysta - 17,48
Krakus - 18,98
Książęca Wódka Polska - 16,98
Luksusowa - 17,48
Maximus - 21,94
Nemiroff - 21,94
Palace - 19,99
Pan Tadeusz - 21,44
Polonaise - 17,98
Siwucha - 19,98
Smirnoff - 19,99
Sobieski - 18,98
Soplica - 17,98
Wódka Polska - 17,69
Wyborowa - 18,98
Zawisza Czarny - 18,98
Żytnia - 21,48

Te pogrubione bierzemy pod uwagę

Marek Jurek odchodzi z PiS

Maciej Rybiński, publicysta "Faktu"
2007-04-16 23:31
Pożegnanie z Kaczorem, przywitanie z Gąską

Cała opozycja i plejada komentatorów natychmiast po głosowaniach nad zmianami w konstytucji i po rezygnacji Marka Jurka przystąpiła do czynności rytualnych - pisze w "Fakcie" publicysta Maciej Rybiński.

To znaczy do żegnania się z Jarosławem Kaczyńskim, PiS-em, koalicją, rządem, parlamentem i witania się z Gąską, czyli nowymi wyborami. Pęknięcie, rozłam, rozpad. Katastrofa i upadek. Przypomina to trochę tańce i śpiewy Buszmenów, które mają sprowadzić deszcz. Walenie w tam-tamy, tupanie w piasek, rytmiczne porykiwania i susza. Taka magia oddziałuje na ludzi, zwłaszcza tych, którzy w nią wierzą i w niej uczestniczą. Natomiast nie działa na rzeczy, zjawiska i fakty, bo do tego nie magia jest potrzebna, ale działanie, do którego niezbędna jest siła i punkt oparcia.

Nie pamiętał o tym marszałek Marek Jurek, który chciał zmienić konstytucję przy pomocy magii, Giertycha i grupy wiernych posłów. I poniósł klęskę. Poseł Zawisza określił Jurka jako najszlachetniejszego polityka. Być może miał rację, tyle tylko, że szlachetność w polityce nie gwarantuje sukcesu. Warunkiem sukcesu jest skuteczność. Zwolennicy całkowitego zakazu aborcji, tak z ręką na sercu, po drugiej setce wódki przyznaliby zapewne, że woleliby, aby Marek Jurek mniej był szlachetny, a bardziej skuteczny. Zresztą z zachowań i gestów marszałka można było odczytać sporą dozę pychy. Smutne. W pogoni za dobrem absolutnym moralnie Marek Jurek wybrał polityczne większe zło. Także w kwestii aborcji, bo ta kwestia już do końca kadencji Sejmu będzie martwa. A w następnej - Bóg raczy wiedzieć, czyli czarna magia.

Światopoglądowo znacznie ciekawsza była konwencja Platformy Obywatelskiej, na której Andrzej Olechowski, w ramach obowiązkowych ćwiczeń magicznych nazwał dzisiejszą Polskę haniebnym reżimem. Pewnie dlatego Rzeczpospolita jest reżimem i do tego haniebnym, że Olechowski powiedział to i poszedł spokojnie na kolację. Nie został aresztowany, nie pobili go nieznani sprawcy, nie spotkały go żadne represje. Hańba takiemu reżimowi.

W PRL jednak było lepiej, ówczesny reżim okazywał zainteresowanie i troskę obywatelom zaangażowanym politycznie, do zejścia włącznie. Ale Andrzej Olechowski nigdy nie nazwał ówczesnej władzy reżimem, i do tego haniebnym. Daje mu to wyjątkowe prawo moralne do potępiania demokracji parlamentarnej i konstytucyjnej, w której panuje taki zamordyzm, że nawet marszałek Sejmu nie może dowolnie zmieniać Konstytucji.

jaka wódka na wesele?

my kupiliśmy wódkę Zawisza Czarny, wszystkim bardzo smakowała.Na 120 osób mieliśmy 204 butelki, zostało się po weselu 36 butelek ale w sumie nawet dobrze się złożyło bo świętowanie wesela przeciągnęło się jeszcze na kolejny tydzien tak więc w rezultacie zostało kilka butelek

Jakie Trunki Alkoholowe Preferujesz :)

PIWO:Żubr, Lech, Tyskie
WINO: Owoce Lasu, Miodowo-Lipowe
WÓDKA: Finlandia, Bols, Absolwent, Zawisza Czarny ... i wiele innych

Kto co lubi, czyli kto co pije

a ja wczoraj pilem jakas dziwna wodke. byla czarna, smakowala piepszem i miala drewniany korek. bylo ciemno, pilismy z gwinta i niestety nie wiem co to za plyn. w kazdym razie nie smakowalo mi i przezucilem sie na Zawisze

JEŚLI KTOŚ CHCE TYLKO ZAPYTAĆ, A NIE KUPIĆ PREZENTACJĘ.

Temat: Zjawy, duchy, sny. Omów ich funkcje na wybranych przykładach literackich

I Literatura podmiotu:
1) Biblia - Stary i Nowy Testament (wybrane fragmenty)
2) Kochanowski Jan, Trendy, Warszawa: Wydanie Łuk, 2003, ISBN 83-7337-680-1
3) Mickiewicz Adam, Dziady cz. III, Warszawa: Wydanie Greg, 2002, ISBN 837-32-73-522
4) Mickiewicz Adam, Romantyczność, Łódź: Wydanie Interart, 2004, ISBN 83-7331-156-4
5) Szekspir William, Makbet, Kraków: Wydanie Vocatio, 2005, ISBN 83-7814-025-6
6) Witkiewicz Ignacy, W małym dworku, Poznań: Wydanie Zielona Sowa, 1997, ISBN 83-86740-63-9
7) Wyspiański Stanisław, Wesele, Warszawa: Wydanie Akant,1999, ISBN 83-7331-156-4

II Literatura przedmiotu:
1) Chrzanowski Maciej, Szkolny słownik motywów literackich, Warszawa: Wydanie Skrypt, 2005, str.15-20, ISBN 83-229-2617-0
2) Falkowski Jacek, Duchy, zjawy, Warszawa: Wydanie Dom Wydawniczy Rebis, 1999, ISBN 567-54526-098-2
3) Kopaliński Władysław, Słownik Symboli, Wrocław: Wydanie Arcana, 1980, str. 4-22

III Ramowy plan wydarzeń:
1) Teza:
a) wyjaśnienie i przybliżenie pojęcia - duch
2) Kolejność prezentowania argumentów
3) Duchy, zmory ukazane w Biblii
4) Objawienie się poecie w śnie zmarłej matki z jego córką Urszulką na ręce, w „Trenie XIX” J. Kochanowskiego
6) Dręczenia koszmarów, krwawe wizje na wizji państwa Makbet karą za zło, które uczynili, w utworze „Makbet” W. Szekspira
7) Rozmowa obłąkanej dziewczny Karusi, ze swoim zmarłym kochankiem, którego widzi co noc we śnie, w balladzie „romantyczność” A.Mickiewicza
Ukazanie się poecie rycerza Zawiszy Czarnego w „Weselu” S. Wyspiańskiego
9) Dramat absurdu, duch normalnie je, i pije wódkę w „Małym dworku” I. Witkiewicz
9) Porównanie wizji literackiej z rzeczywistości.
10) Wnioski:
a) znaczenie słowa duch
b) tajemnicze znaczenie bodźcem do poznawania historii

wiele prac na stronie www.mojasciaga.yoyo.p

Forum Awards - lato 2008

MVP FORUM - najwartościowszy forumowicz - Bundy
Dobrze czyta się jego wypowiedzi(choć mógłby pisać od akapitów- tekst stałby się bardziej przejrzysty i przystępny wizualnie).Nie nabija.

MVP działu Polska Piłka - jacekaga
Wielu tutaj pisze"byle rym dla rymu".Wyróżnia się Przema, Shawn...Mój głos na kibica Legii Warszawa.

MVP działu Zagraniczna Piłka - Stirlitz
Dziwne,że akurat tutaj,nie?
Szkocka liga nie ma przed nim tajemnic.
Miał ciekawą konkurencję w osobach: Barry,FanJuve,Lukasgol,Leszek i Shawn.

MVP działu Piłka Reprezentacyjna - Xeneize Argumentuje swoje poglądy w bardzo dobry i przekonujący sposób.
MVP Wolnoć Tomku - ketchup
Pozytywny ziom z pozytywnymi tekstami.
Rookie - Gdyby Philipnie pośpieszyłby się z rejestracją...a tak ciężko kogoś wskazać.

Weteran - Weterani to po wojnie są.Brak.

Najlepsza Piątka Forumowiczów - Cornelius,Luk2,Stirlitz,Jagiellon,GrocaLKS
Najbardziej Kontrowersyjny Forumowicz -Leszek
Broni Lewicy jak Zawisza Czarny..tfu! Afro-amerykanin z Afro- na głowie.
Temat Barcy spoko.Temat polityki....tak średnio.

Defensive Player - Kajdan
I bardzo dobrze!

Najdowcipniejszy Forumowicz- MRS88
Czytając jego teksty zawsze mam dobry humor.

MVP Forumowiczek - posucha straszliwa.NightWish nie ma konkurencji.

Najbardziej Skompromitowany Użytkownik-Góral-Jeżeli wszystkie info o nim to prawda-nawet Arsik go nie przebije.

Najlepszy tekst w tym roku - Hmm...Dużo dobrych tekstów ma Fan Juve

Uzytkownik z ktorym najchetniej napilbym sie wodki:FanJuve

Uzytkownik ktorego chcialbym poznac w realu w pierwszej kolejnosci:
No jakoś nikt mi do głowy nie przychodzi.

Najbardziej 'spoko' uzytkownik :NIZNIK-można się z nim nie zgadzać ale jakoś nie pamiętam by ten użytkownik odnosił się wulgarnie wobec innych.

Najbardziej nielubiany uzytkownik:
Nie żyję Internetem.Nie jestem pamiętliwy.

Najglupszy uzytkownik :
szkoda na takiego czasu

Skojarzenia

zawisza czarny (Zuza napisałaby pewnie, że wódka) poleganie na cudzym słowie

woodka :D

odradzam także Zawisze Czarnego po tej wódce również rzygałem

Zawisza

Jak dla mnie to mocne 4 Zawiszy Czarnemu sie należy. Niezła wódka, a jeszcze jak jest zmrożona to juz nie trzeba żadnej droższej

Alkohole Ciężkie

Nazwa: Zawisza Czarny
Voltage: cvhyba 40
wygląd": klasyczny, biała etykietka

smak łagodny jak na ciepłą wódkę, przyjemnie i bezboleśnie wchodzi

Podwyżka pensji burmistrza

Zawisza Czarny Vodka

Wysokiej jakości wódka luksusowa
Uznany oryginalny wygląd i szlachetny smak
Dostępna o mocy 40%
Pojemność: 0,7; 0,5; 0,2

Z życia wzięte


| Madra, jak juz.

Bardzo cenię osoby, które dla poprawienia sobie nastroju wytykają
błędy innym.


Wybacz, skoro popelnilam az tak straszna rzecz, iz poczules sie urazony
;-)

Ja nie cenie osob, ktore w ten sposob poprawiaja sobie nastroj i sama tego
nie czynie w tym celu, racz wiec nie wmawiac mi swoich (mylnych) wyobrazen
o mej osobie.

taxy (az trzy, bo wasci chomoru widze brakuje)

W knajpie w Amsterdamie siedzi Holender i Belg. Holender siedzi przez caly
wieczór otoczony pieknymi kobietami, wpatrzonymi w niego z zachwytem. Belg
siedzi samotny, popija piwo i przyglada sie z zazdroscia Holendrowi. Pod
koniec wieczoru, tuz przed zamknieciem, zdesperowany pyta:
- Co robisz, ze masz takie powodzenie? Nie jestes szczególnie przystojny,
ani bogato ubrany...
Na to Holender:
- I wlasnie dlatego kupilem sobie breloczek od mercedesa. Klade go na
ladzie i jak sam widzisz, na te przynete lapie sie wiele kobiet.
Belg ucieszony podziekowal mu i nastepnego dnia kupil breloczek od
mercedesa. Zasiadl zadowolony w knajpie i czeka. Holender znowu siedzi
otoczony wianuszkiem pieknych kobiet, a do Belga nikt nie podchodzi. Pod
koniec wieczoru rozczarowany Belg zali sie Holendrowi:
Zrobilem dokladnie tak, jak mi radziles, ale chyba nie mam szczescia, bo
znowu siedzialem sam przez caly wieczór.
Na to Holender:
- Mialbys wiecej szczescia, gdybys zdjal kask rowerowy..

Miary spozycia napojów alkoholowych:
100 ml
- Chcesz zaczac wszystko od nowa i na dobry poczatek lyknac jeszcze
kieliszek.

200 ml
- Milosc do bliznich az wylewa Ci sie przez oczy, zwlaszcza jezeli bliznim
jest atrakcyjna kobieta.

300 ml
- Przejrzales na oczy. Wszyscy dookola sa bracmi i szukasz, kogo za
nich zlac w pysk.

400 ml
- Dookola sa same bydlaki.

500 ml
- Miara filozoficzna. Mózg jest przepelniony wspanialymi pomyslami, a
Twoje usta nie moga przetlumaczyc tego na jezyk ludzki.

600 ml
- Unosisz sie nad swiatem na zawrotna wysokosc, na której nie wiadomo
dlaczego dostajesz choroby lokomocyjnej, wiec chce Ci sie rzygac.

700-800 ml
- Nic nie pamietasz, ale naoczni swiadkowie zapewniaja, ze to Ty wszystko
tu rozwaliles. To znaczy, ze Zawisza Czarny jednak byl jednym z Twoich
przodków.

900 ml
- Pojawia sie intensywnie przytlaczajace uczucie: jak to kac - zycie jest
juz prawie przezyte, a drzewa jeszcze nie zbudowales, domu nie urodziles i
syna nie zasiales. Chcesz wszystko zmienic, ale udaje sie tylko puscic
baka i polozyc: Kelner, jeszcze setke pod trzeci stolik. Za obecne tu
damy!!!?

1000 ml
- Cóz, jeszcze jeden litr wódki zniknal z powierzchni Ziemi.

Podczas ostrego sporu dotyczacego domowych finansow, maz mowi: "Gdybys sie
nauczyla gotowac i miala wiecej checi do sprzatania, moglibysmy zwolnic
sluzaca!" Na to ona: "Naprawde? A gdybys ty mial jakies pojecie o seksie,
nie potrzebowalibysmy kierowcy ani ogrodnika!"

Parhain terveisin!

Podróże na gazie.

Było to pewnego pięknego maja, 2 maja bodajże. Mieliśmy po szesnaście lat, byliśmy piękni młodzi i głupi.
Z jakiejś tam okazji, prawdopodobnie imprezy(która się nie odbyła) zakupiliśmy 0,7 Zawiszy Czarnego - Tak, tak, zapamiętam tą nazwę do końa życia... A że byliśmy niepełnoletni, strach przed rodzicami kazał nam tę wódkę wypić - bo przecież nie będziemy jej wiecznie w szafie trzymać i narażać się! Konretyzując było nas dwóch.
Spotkaliśmy się koło południa, kupili 2l Ice Tea i koło torów Kielce-Kraków zaczeliśmy opróżniać obie butelki. To były jeszcze czasy, gdy po dwóh piwach lekko mnie rzucało, ale mimo to nie wpadłem na to, że wódka o wiele mocniejsza, może mieć gorsze skutki. Jako, że było gorąco to to po opróznieniu polowy zawartości obu butelek ruszyliśmy do lasu - torami... Nie chcieliśmy się ludziom rzucać w oczy.
Tylko, że wtedy trwał remont jednego z wiaduktów nad torami i widziało nas więcej robotników niż prawdopodobnie przez całą "normalną" drogę zobaczyłoby nas ludzi. niby po pijaku trzeba pokonać tyle przeszkód, ale z drugiej strony ile taki pijany może mieć szczęścia - żaden pociąg nie jechał ani nikt nie doniósł na nas do sokistów. Po pewnym czasie wszliśmy z trudem na skarpę obok torów i ruszyliśmy w las. Tam z jeszcze większym trudem wdrapaliśmy się z kolegą na malutki (dla nas ogromnyyy)Mount Everest i dopili nasze napoje - chyba nigdy potem wódka nie wchodziła mi tak łatwo. żeby "przetrzeźwieć" ruszyliśmy na spacer w las - który kiedyś były terenem jednostki wojskowej a teraz jest terenem policyjnym - jak nam się wydawało - niestrzeżonym. Robiliśmy sobie odpoczynki na dwóch pozostałościach po małpich gajach/torach przeszkód. I ruszyliśmy dalej. W pewnym momencie zobaczyliśmy za soba dwa samochody. ponieważ już raz ścigał nas po tamtym terenie jakiś policjat w srebrnym mondziaku to przezornie uciekliśmy w las... Tylko, że jak się zatrzymaliśmy to już nie byliśmy pewni czy to jawa czy zwidy Tu mam lukę w pamięci, ale jakoś dotarliśmy na nieużywaną strzelnicę. Nawet jutrzejsza wizja lokalna nie pomogła ustalić skąd się tam wzieliśmy, dopiero po dwóch tygodniach doszło do nas jak tam dotarliśmy. Na bocznym wale strzelnicy legliśmy - ja nie mogłem zachować równowagi siedząc, kumpel juz nie mógł wstać. Wszystko strasznie mi wirowało przed oczyma. Kumpel miał farta bo się zbełtał, a ja mimo szczerych chęci nie mogłem. Po jakimś czasie poszliśmy dalej, przez strzelnicę. Niby nieużywaną, ale czasem policja tam zagląda... I tu pojawił się kolejny problem - wysoki wał-kulochwyt. Czuliśmy się jak uwięzieni w himalajach, zewsząd otoczeni Jakimś cudem przeskoczyliśmy dwumetrowej głębokości rów pare m. przed wałem i legliśmy. Gdy próbowałem stać po prostu upadłem - nigdy potem się tak nie zrobiłem. Przy sikaniu omal nie wpadłem do tego rowu przez ktory wczesniej przeskoczyłem, naszczeście na swej drodze trafiłem na lichą brzózkę.
po jakimś czasie gdy troche nam przeszło weszliśy na wał - na szczescie trochę zarośnięty więc było łatwiej. Na kolejnym everescie tego dnia zbełtałem się i poczułem jak nowonarodzony.
Dopóki nie wstałem.
Jakoś zleźliśmy z tego wału, z potworną zgagą i cholernie zmęczeni wróciliśmy do domów. Zaliczajac jeszcze niejądną glebę czy skaleczenie - to naprawde dziwne wrażenie obudzić się nastepnego dnia i stwierdzić ogromne rozcięcie na łydce Kolejnym faktem świadczacym o skrajnym upojeniu jest to, że plecaku w którym poprzednio był alkohol zgodziłem się nieśc zarzyganą koszulkę kumpla, który wracał w samej bluzie do domu Cała eskapada trwała nieco ponad 4h.
Rodzicom wcisnęło się kit, że daleko zaszliśmy, a zgagę i pragnienie leczyło bigosem i wodą
Wódkowstręt po tej imprezie pozostał mi niemal do połowy wakacji.. A nawet potem mnie cofało przy piciu, a w skrajnych momentach na samą myśl o wódzie. Jak tak pomysle to debile z nas były, bo tyle razy ile w ciągu tych 4 godzin sobie siary mogliśmy narobić to głowa mała, ale lepiej, że się stało jak się stało - bo bez większych konsekwencji nauczyliśmy się rozsądnego picia i poznali swoje mozliwości, które potem trenowaliśmy przez wakacje. Staram się zawsze o tej histori pamiętać, żeby się nie powtórzyła. Prawie zwsze...

Bez majtek

Prawdziwa rozmowa nagrana na częstotliwości morskiej alarmowej canal 106 pomiędzy Hiszpanami a Amerykanami w październiku, 16 X 1997 roku

Hiszpanie:
(w tle słychać trzaski);Tu mówi A-853, prosimy zmieńcie kurs o 15 stopni aby uniknąć kolizji, idziecie wprost na nas, odległość 25 mil morskich.

Amerykanie:
(trzaski w tle);Sugerujemy wam zmianę kursu o 15 stopni na północ, aby uniknąć kolizji

Hiszpanie:
Negatywnie;Powtarzamy : zmieńcie swój kurs o 15 stopni na południe, aby uniknąć zderzenia.

Amerykanie:
(słychać inny glos) Tu mówi kapitan jednostki morskiej Stanów Zjednoczonych Ameryki, w dalszym ciągu sugerujemy, zmieńcie swój kurs o 15 stopni na północ, aby uniknąć kolizji.

Hiszpanie:
Nie możemy podjąć takiej decyzji, gdyż nie uważamy jej za słuszną, ani możliwą w tym momencie!!! Zmieńcie swój kurs o 15 stopni na południe inaczej dojdzie do kolizji;!!!!

Amerykanie:
TU MÓWI KAPITAN RICHARD JAMES, KTÓRY DOWODZI LOTNISKOWCEM USS LINCOLN, MARYNARKI WOJENNEJ STANÓW ZJEDNOCZONYCH;!!!! DRUGIEGO CO DO WIELKOŚCI OKRĘTU FLOTY AMERYKAŃSKIEJ, JEDNOCZEŚNIE NFORMUJE, ŻE JESTEŚMY ESKORTOWANI PRZEZ 4 OKRĘTY PODWODNE, 6 NISZCZYCIELI I 2 KRĄŻOWNIKI, UDAJEMY SIĘ W KIERUNKU ZATOKI PERSKIEJ W CELU PRZEPROWADZENIA MANEWRÓW.! NIE SUGERUJĘ, JA ŻĄDAM, ABYŚCIE ZMIENILI KURS O 15 STOPNI!!!! W PRZECIWNYM RAZIE BĘDZIEMY MUSIELI PODJĄĆ DZIAŁANIA KONIECZNE ABY ZAGWARANTOWAĆ BEZPIECZEŃSTWO TAK OKRĘTU, JAK ZJEDNOCZONEJ SIŁY TEJ KOALICJI. WY NALEŻYCIE DO PAŃSTWA SPRZYMIERZONEGO, JESTEŚCIE CZŁONKIEM NATO I TEJ KOALICJI;ŻĄDAM STANOWCZO PODPORZĄDKOWANIA I ZMIANY KURSU..!!!!

Hiszpanie:
TU MÓWI JUAN MANUEL SALAS ALCANTARA, JESTEŚMY WE DWÓCH, ESKORTUJE NAS NASZ PIES, MAMY ZE SOBĄ NASZE JEDZENIE, DWA PIWA I KANARKA, KTÓRY TERAZ ŚPI;MAMY ZA SOBĄ POPARCIE RADIA LA CORUNA I KANAŁU 106 - ALARMÓW MORSKICH;NIE UDAJEMY SIĘ W ŻADNE MIEJSCE I MÓWIMY DO WAS Z LĄDU STAŁEGO, Z LATARNI MORSKIEJ A-853, Z WYBRZEŻA GALICJI. NIE MAMY ŻADNEJ GÓWNIANEJ INFORMACJI, KTÓRE MIEJSCE ZAJMUJEMY W RANKINGU WŚRÓD HISZPAŃSKICH LATARNI MORSKICH;MOŻECIE PRZEDSIĘWZIĄĆ ŚRODKI NA JAKIE TYLKO WAM PRZYJDZIE OCHOTA, ABY ZAPEWNIĆ BEZPIECZEŃSTWO WASZEGO ZASRANEGO OKRĘTU, KTÓRY ZA CHWILĘ ROZBIJE SIĘ O SKAŁY, DLATEGO RAZ JESZCZE SUGERUJEMY ZMIANĘ KURSU O 15 STOPNI NA POŁUDNIE, ABY UNIKNĄĆ KOLIZJI, OK. ??????
--------------------------------------------------------------------------------------
Nowe wpisy do dzienniczków w Podstawówce:

Wysłany z gąbką wrócił z wiadrem i szmatą."
* * * *
"Uczennica Justyna C. podrzuca ławkę pod sufit, a kiedy ta z wielkim impetem uderzyła o ziemie krzyczy "O *** ale jebo."
* * * *
"Uczeń na lekcji krzyczy: nie ma seksu bez pumeksu!."
* * * * *
Podtapia kolegę na basenie twierdząc, że tamten ma skrzela i sobie poradzi."
* * * * *
Męska część klasy odmówiła wyciagnięcia fletów."
* * * * *
Po kichnięciu nauczycielki, Mateusz krzyknął - cytuje: "Żeby Ci ryja nie urwało""
* * * *
"Weronika nie słucha poleceń nauczyciela i mówi, że jej to zwisa. Proszę powiedzieć córce, iż nie może jej nic zwisać"
* * * * *
"Wojtek samodzielnie chodzi po klasie."
* * * * *
" Zbyszek sprawdza językiem koleżance czy ma wszystkie migdałki"
* * * * *
"Wycina genitalia męskie i żeńskie z papieru i bawi się nimi na kolanach kolegi."
* * * * *
"Uczeń Tomasz pomalował kolegę Radka flamastrem po
głowie. Jednocześnie informuję, iż Radkowi wpisuję uwagę o treści:
Uczeń Radek cieszy się z tego, że został pomalowany flamastrem przez kolegę Tomka."
* * * * *
"Agnieszka kopnęła kolegę w krocze tak mocno, że kolega już drugą godzinę chodzi z genitaliami w rękach, tzn. je trzyma w ręku przez odzież wierzchnią w postaci spodni męskich czarnych"
* * * * *
"Radek na moje uwagi odpowiedział: "Spoko, luzik.""
* * * * *
"Michalina upomniana, żeby się nie denerwowała, bo złość piękności szkodzi, odpowiedziała: "Topani z pewnością nie zaszkodzi.""

* * * * *
"Rysuje trumny na marginesach, twierdząc, że zakłada przyszkolny zakład pogrzebowy, a ja mogę być pierwszym klientem."
* * * * *
"Mariusz narysował w zeszycie do niemieckiego członek męski i wmawia nauczycielce, że to św. Mikołaj."
* * * *
"Córka bezcześci eksponaty w pracowni biologicznej, wkładając cietrzewiowi w dziób papierosa."
* * * * *
"Odmówił odpowiedzi na lekcji polskiego, twierdząc, że
postmodernizm gwałci jego poczucie estetyki."
* * * *
-------------------------------------------------------------------------------------
Wódka w świecie IT
Klasyfikator:
0.1l - demo
0.25l - trial version
0.5l - personal edition
0.7l - professional edition
1.0l - network edition
1.75l - enterprise
3l - for small business
5l - corporate edition
wiadro - home edition
"klin" - Service pack
rosół - Recovery tool
zakąska - plugins
crack - spirytus od ruskich
zgon - blue screen
windows alert - paw
boot from CD -ciepła zakąska
refresh-wypad na fajkę
WIN XP+SP2-wściekły pies
Longhorn - dalej rzygasz niz widzisz
esperal - 30 day trial, jak masz cracka to mozesz go przepic
--------------------------------------------------------------------------------------
Pies vs Kobieta

Różnice

Psy nie płaczą.
Psy się cieszą, gdy odwiedza Cię stado kumpli.
Pies się nie wkurza, gdy przypadkiem użyjesz jego szamponu.
Pies myśli, że ładnie śpiewasz.
Jeśli pies idzie do łazienki, to spędza tam 5 minut i możesz tam wejść.
Pies nie czyni Ci wyrzutów, gdy późno wracasz - przeciwnie, tym bardziej się cieszy, że jesteś.
Pies Ci wybaczy, gdy pogłaszczesz innego psa.
Pies się nie obrazi, jeśli przypadkowo powiesz mu: Burek [a on jest Azor!]
Pies lubi, jak traktuje się go szorstko podczas zabawy.
Pies się nie obrazi, jak go klepniesz albo potarmosisz w obecności innych ludzi.
Pies nie robi afery, gdy oddasz znajomemu jego szczeniaka.
Pies rozumie, że pierdnięcie może być zabawne.
Pies doceni, że jesteś owłosiony.
Jeśli pies jest piękny, inne psy go za to nie nienawidzą.
Pies nie lubi chodzić na zakupy.
Pies lubi, gdy rozrzucasz swe rzeczy na podłodze.
Pies zachowuje się tak samo przez cały miesiąc.
Pies nie analizuje łączących Was uczuć.
Rodzice psa odwiedzają Cię naprawdę rzadko.
Psy kochają długie podróże samochodem.
Pies rozumie, że lepiej działać instynktownie, niż pytać się każdego o zdanie [po czym i tak zrobić, co się chce].
Pies rozumie, że każde mniejsze od niego stworzenie, to potencjalna ofiara.
Psy nie odchudzają się na śmierć i nie płaczą, że mają za tłuste łapy albo za puszysty ogon.
Żaden pies nie kupiłby płyty Enrique Iglesiasa.
Pies Cię nie skrytykuje.
Możesz mieć w domu całe stado psów.
Pies rozumie, że jak na niego wrzaśniesz, to ma być cicho.
Pies nie oczekuje prezentów.
Psa możesz uwiązać na łańcuchu przed domem.
Psa nie interesują psy, które miałeś przed nim.
Pies nie pozwala, by redaktorka pisma dla psów kierowała jego życiem.
Pies woli kawał wołowiny od homara.
Nie musisz nigdy namawiać psa, by z Tobą wyszedł.
Pies nie lubi kwiatów, biżuterii i kosmetyków.
Pies nie chce pożyczać Twoich ciuchów.
Pies nie chce, byś ciągle trzymał go za łapę i patrzył mu w ślepia.
Pies lubi się z Tobą bawić, gdy wrócisz "podcięty".
Psu śmierdzi z pyska bardziej niż Tobie.
Pies nie może mówić.
Raczej nie ma szansy, by Twój pies Cię przeżyl i odziedziczył Twoje pieniądze.
Pies nie zje czterech tabliczek czekolady pod rząd, "bo jest w depresji".
--------------------------------------------------------------------------------------
"Jadą. Cały peleton, kierownica koło kierownicy, pedał koło pedała".
"Pani Szewinska nie jest już tak świeża w kroku, jak dawniej" - Bohdan Tomaszewski.
"Puścił Bąka lewą stroną" - Dariusz Szpakowski.
"Wszystko w rękach konia" - Jan Ciszewski przed decydującym przejazdem Jana Kowalczyka w Moskwie.
"Sytuacja zmieniła się diametralnie o 360 stopni - Jacek Żemantowski
"W zespole wojskowych rozstrzelał się Nyćkowiak" - Jacek Łuczak ("GazetaWielkopolska").
"Mirosław Trzeciak zdobył gola po indywidualnej akcji całego zespołu" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"Henryk Wardach to stary wyjadacz parkietów" - Maciej Henszel (radio).
"Włodek Smolarek krąży jak elektron koło jądra Zbyszka Bońka" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"Swietłana Fomina jest bardzo doświadczona i dużo daje" - trener Roman Haber.
"Jeszcze trzy ruchy i Włoszka będzie szczęśliwa" - Artur Szulc (TVP) o kajakarce Josefie Idem.
"Mówię Państwu, to jest naprawdę niezwykła dziewczyna. Dwie ostatnie noce spędziła poza wioską" - Włodzimierz Szaranowicz (TVP) o Otylii Jędrzejczak.
"Gol jest wtedy, kiedy piłka całym swoim obwodem przekroczy odległość równą obwodowi piłki" - Andrzej Zydorowicz (TVP).
"Do tej fazy, w której przegrywający przegrywa, mamy jeszcze trochę czasu" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"Franciszek Smuda zbyt radykalnie przeczyścił swój zespół" - Krzysztof Mrówka (Wizja Sport).
"Ten rok był pełen wyrzeczeń dla Renaty Mauer... W kwietniu wyszła za mąż" - Janusz Uznański (TVP).
"Trzeba wybrać: uroda albo sztanga. Pintusewicz wybrała tę drugą ewentualność" - Marek Jóźwik (TVP).
"Mówię Samprasowi, żeby mocniej liftował piłkę. Ale on mnie nie słucha. Ale jak ma mnie słuchać, skoro mnie nie słyszy" - Adam Choynowski (Eurosport).
"Grecy przy piłce, a konkretnie Warzycha" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"Trzy lata temu na Igrzyskach w Barcelonie... Przepraszam - dwa lata temu" - Krzysztof Miklas (TVP), relacjonujący podnoszenie ciężarów z IO w Atlancie w... 1996 r.
"Trzy minuty, czyli zatem około 100 sekund" - Jacek Laskowski (Canal +).
"Dostałem sygnał z Warszawy, że mają już Państwo obraz, więc możemy spokojnie we dwójkę oglądać mecz" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"Obrońca wybił piłkę na tak zwany przysłowiowy oślep" - Andrzej Zydorowicz (TVP).
"Wybił piłkę na tak zwaną pałę" - Jan Tomaszewski (Wizja Sport).
"Szwedzi są o tyle niebezpieczni, że nie są groźni" - Stanisław Terlecki (TVP).
"Kamerun grał z ikrą Bożą" - Jerzy Klechta (TVP).
"Johann Cruyff dokonywał bardziej zmian taktycznych niż zmieniających taktykę zespołu" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"Trener spojrzał na zegarek, żeby dać swoim podopiecznym ostatnie wskazówki" - Łukasz Płuciennik (Canal +).
"Kibiców szwedzkich nie ma zbyt dużo, ale za to nie grzeszą urodą" - Andrzej Zydorowicz (TVP).
"Polscy wioślarze zdobyli na igrzyskach dziewięć medali: dziewięć srebrnych, dziewięć brązowych i dwa srebrne" - Artur Szulc (TVP).
"Jak Państwo widzicie, nic nie widać w tej mgle" - Edward Durda (Wizja Sport).
"Szczęście nie było zwierzchnikiem gospodarzy" - Grzegorz Milko (Canal +).
"Podziwiam jego skromne warunki fizyczne" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"Popatrzmy na jego przytomność umysłu" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"Siedzi koło mnie już od czterech lat trener Leszka Blanika" - Ireneusz Nawara (TVP).
"Piłkarz polewa sobie wodę głową" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"Bergkamp trafił bramką w słupek" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"Jest jak Szarmach, o którym mówiło się kiedyś, że wsadzał głowę tam, gdzie inni bali się wsadzić inne rzeczy...". "A konkretnie nogę" - dialog pomiędzy Adamem Romańskim i Piotrem Sobczyńskim (TVP).
"Polak zakończył rwanie, podobnie jak ci z Państwa, którzy oglądali nasze poprzednie wejście" - Artur Szulc (TVP).
"Nie udało się to najpierw Sosinowi, który nogą trafił w poprzeczkę, a następnie Nicińskiemu, który głową także trafił... w poprzeczkę" - Andrzej Szeląg (TVP).
"Nie ukrywam: podgrzewam bębenek" - Artur Szulc (TVP).
"W pobliżu jest jezioro Czterech Kantonów, wielki akwen, pofałdowany, z wielkimi górami" - Bogdan Chruścicki (Eurosport).
"Szurkowski to cudowne dziecko dwóch pedałów" - Bohdan Tomaszewski.
"Pasiaki remisują w Oświęcimiu" - z meczu Cracovi (czyli "Pasy") i Unii Oświęcim.
"Widać wielkie ożywienie w kroku Lewandowskiego" - Bohdan Tomaszewski (radio) o biegu na 800 m z udziałem Stefana Lewandowskiego.
"Nogi piłkarzy są ciężkie jak z waty" - Andrzej Zydorowicz (TVP).
"Ja z mieszanymi uczuciami podglądam panie" - Monika Lechowska (TVP).
"Jeszcze 18 sekund do końca Szweda Berqvista" - Andrzej Zydorowicz (TVP).
"Jest! Niemka traci głowę!" - Jarosław Idzi (radio) o pojedynku szpadzistek.
"Ellis, gdy grał w Denver, znakomicie czuł się w trumnie" - Wojciech Michałowicz w czasie meczu koszykówki (Wizja Sport).
"Mam nadzieję, że po zamrożeniu piłkarz nadal będzie nadawał się do gry" - Andrzej Szeląg (TVP).
"Zawisza Bydgoszcz to klub, który już nie istnieje, występując obecnie w IV lidze" - Andrzej Zydorowicz (TVP).
"Można to wyczytać z wyrazu twarzy konia, gdy jest zbliżenie" - Wojciech Mickunas (TVP).
"Czarnoskóry Tetteh był najjaśniejszą postacią tego meczu" -Tomasz Sędzikowski (radio).
"Minuta doliczona do pierwszej połowy boiska" - Jacek Laskowski (Canal +).
"Oddajemy głos do studia, bo tam zacznie się walka o złoto" -Włodzimierz Szaranowicz (TVP).
"Nikt na świecie nie będzie przecież pracował za trzy tysiące złotych" - Włodzimierz Szaranowicz (TVP).
"Córka już wie, który jest tata w sensie żużla" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"W drugiej połowie prawdopodobnie wejdzie na boisko dwóch piłkarzy, którzy do tej pory grali na ławce rezerwowych" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"Zawodnik z numerem siedem to Irlandczyk. Wskazuje na to kolor jego włosów" - Andrzej Kopyt (Polsat).
"Na boisko wszedł nierozgrzany Piecyk".
"Oto główna broń Zagłębia: Maleńki, Rudy, Sączek" - Jan Ciszewski, relacjonując mecz Zagłębia Sosnowiec.
"Bracia-bliźniacy Frank i Ronald de Boerowie, z których większość gra w Barcelonie" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"U Nigeryjczyka błyskają białka spod oczu".
"Dobre okazje można policzyć na palcu".
"A teraz łączymy się z magnetowidem".
"Brak wyczucia percepcji prawej nogi".
"Patrzą, przecierając szeroko oczy".
"Bez kompleksu dla rywala".
"Kontuzja, ale interwencja masarza nie jest jednak niezbędna".
"Jak oni muszą się męczyć w tym basenie! Jaka ta woda mokra!" - podczas zawodów pływackich Igrzysk Olimpijskich w Seulu '88.
"Dzień dobry państwu. Ze stadionu Wembley wita Dariusz Ciszewski" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"Manualne właściwości nogi" - Jan Tomaszewski (TVP).
Przez kilkadziesiąt minut meczu Dynamo Kijów - Bayern Monachium w 1975 r. Stefan Rzeszot (TVP) twierdził, że piłkarze Dynama są graczami Bayernu i na odwrót. Zaiste, trudno było pomylić Franza Beckenbauera i Olega Błochina z jakimikolwiek piłkarzami...
Podczas meczu ZSRR - Węgry na Mundialu w Meksyku '86 Wojciech Zieliński (TVP) nie zauważył bramki dla ZSRR i do końca I połowy wdawał się w dyskusje z rezultatem figurującym na tablicy wyników. W II połowie usprawiedliwił się - dziennikarze radzieccy podskoczyli z radości i zasłonili mu widok.
"Montenegro Savicevic" - Dariusz Szpakowski (TVP), myślący, że słowo Montenegro, oznaczające narodowość piłkarza (Czarnogórzec), jest jego imieniem.
"Wchłonięty przez telefon" - Zdzisław Zakrzewski (TVP), któremu peleton pomylił się z telefonem.
"To nie był błąd - to był wielbłąd" - Jan Tomaszewski (Wizja Sport).
"To nie był strzał, to był postrzał" - Roman Kołto (Polsat).
"Grzybowska jest już bardzo zdemoralizowana" - Edward Durda (Eurosport).
"No, proszę: umierający Tonkow ruszył za Garzellim" - Grzegorz Pajda (Eurosport).
"Carl Lewis przyjechał obejrzeć mecz do Mediolanu" - Dariusz Szpakowski (TVP) na widok siedzącego na trybunie Marcela Desailly'ego.
"Nigeria" - Dariusz Szpakowski (TVP) na widok reprezentacji Nigru, paradującej na ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Atlancie '96.
"Trener Belgów to ten pan w okularach na Państwa okularach" - Andrzej Zydorowicz (TVP).
"A teraz nowa konkurencja: repasaże" - Anna Popek (TVP).
"Popatrzmy wspólnie z telewizorami, jak koszykarze Zeptera zdobywali mistrzostwo Polski" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"Niemcy opierają swoje szanse na iluzorycznych argumentach, że piłka jest okrągła, a bramki są dwie" - Andrzej Zydorowicz (TVP).
"Holyfield jest dzisiaj wolny jak keczup" - Andrzej Kostyra (Polsat).
"Marin jest jednak bardzo powolny. Przypomina wóz wypełniony kapustą" - Andrzej Kostyra (Polsat).
"Nie znam języka brazylijskiego" - Piotr Dębowski (TVP).
"Na pomoście mamy podsłuch" - Maciej Starowicz (TVP).
"Z dziesiątką Tomasz Dziubiński, który podobnie jak przed dwoma tygodniami gra w pierwszym spotkaniu" - Andrzej Zydorowicz (TVP).
"Mecz Panathinaikosu z Olympiakosem, czyli świetna wojna" - Dariusz Szpakowski (TVP).
"Banasik... Banaszak... Banasiak konkretnie" - Hubert Kwinta (TVP).

Na Wesoło :)

James Bond, agent 007 wchodzi do knajpy, siada przy barze i zamawia wódkę Martini, wstrząniętą, nie mieszaną. Rozgląda się uważnie po lokalu i spostrzega wprost nieprzeciętnej urody kobietę, siedzącą przy stoliku w drugim końcu baru przy ścianie. Nie podchodzi jednak do niej tylko wyminiają spojrzenia. Nieznajoma nie wytrzymała jednak długo, podeszła do Bonda i przedstawiła się. James skinął głową i powiedział:
- Jestem Bond, James Bond...
Widząc, że dalsza rozmowa się nie klei, kobieta zaczepia Bonda i mówi:
- Ale masz extra zegarek.
Bond popatrzył...
- Ten zegarek pokazuje mi to, czego ludzkie oko nie widzi
Kobieta ze zdziwieniem:
- Jak to jest możliwe?
Bond:
- Pokażę pani... o, na przykład widzę, że pani nie ma na sobie majtek...
Kobieta patrzy z lekkim umiechem i mówi:
- Ten zegarek jest chyba zepsuty, bo ja akurat mam na sobie majtki
Bond lekko zmieszany, podwija rękaw, puka w szybkę zegarka i mówi:
- O cholera! znowu spieszy się o godzinę!

Do hotelu w Związku Radzieckim późną porą przybył podróżny:
- Poproszę o pokój na jedną noc.
- Niestety, mamy tylko wolne jedno miejsce w pokoju pięcioosobowym.
- Może być, w końcu to tylko jedna noc - odpowiedział podróżny i pomaszerował do wskazanego pokoju. Ułożył się wygodnie i zamierzał zasnąć, ale współtowarzysze grali w brydża, opowiadali sobie kawały i co chwila wybuchali głośnym śmiechem. Podróżny ubrał się i zszedł do recepcji:
- Poproszę 5 herbat na górę za jakieś 10 minut.
Wrócił do pokoju i mówi:
- Panowie tak swobodnie opowiadacie sobie dowcipy, a przecież tutaj może być założony podsłuch!
- Co pan! w hotelu?
- Możemy to łatwo sprawdzić - panie kapitanie! poproszę 5 herbat pod 14-stkę.
Rzeczywiście, w tym momencie przynoszą herbatę. Współtowarzysze z lekką obawą kładą się spać. Rano podróżny wstaje i widzi że prócz niego w pokoju nie ma nikogo. Schodzi do recepcji:
- Co się stało z moimi współlokatorami?
- Rano zabrała ich milicja.
- A mnie dlaczego nie zabrali?
- Bo kapitanowi spodobał się ten dowcip z herbatą.

Przed bitwa pod Grunwaldem spotykaja sie obie armie. Zadowoleni z tego,
ze sie wzajemnie odnalezli urzadzaja imprezke. W krzyzackim obozie
wszyscy urznieci w trupa, klina klinem popychaja, sytuacja trwa kilka dni.
Pewnego poranka budzi sie Wielki Mistrz Ulryk von Jungingen i odbierajac
podawana mu flaszke, pyta slugi:
- Co to my dzisiaj mamy?
- Dzisiaj ma byc bitwa, Wielki Mistrzu...
- O k...a... - powiedzial skacowany Mistrz przecierajac twarz.
Gdy juz po paru glebszych Mistrz zaczal kontaktowac, doszedl do wniosku,
ze zamiast wymordowywac sie wzajemnie mozna by wystawic do walki po
jednym rycerzu z obu stron i wygra ta strona, której rycerz zwyciezy.
Nie bedzie musialo tylu ginac. Jak pomyslal - tak zrobil.
Wyslali wiec kolesia z dwoma mieczami (czy dwóch gosci z jednym
mieczem?) z poselstwem do Polaków. A tam... balanga na calego! Trzeba
znalezc Jagielle! Po pewnym czasie odnalezli go w koncu najebanego w
stogu siana. Przystal na wszystko co mu powiedzieli...
Teraz trzeba wybrac odwaznego do walki. Krzyzacy nie mieli z tym
wiekszego problemu - wybrali oczywiscie Zygfryda de Loewe -
najmezniejszego z meznych. Byl to rycerz z drewna nie strugany. 3,80
wzrostu, 2,40 w barach. Teraz trzeba znalezc dla niego konia. Niestety,
jakiego by nie przyprowadzili, to albo sie zalamywal albo Zygfryd
kolanami o ziemie szorowal... Sytuacja beznadziejna. Na szczescie Wielki
Mistrz mial znajomosci u Hannibala.
-Masz tu ode mnie tego sloniokonia - na pewno bedzie dobry.
Rzeczywiscie, teraz to Zygfryd nawet stopami ziemi nie dotykal. Kolejny
problem to miecz: szukaja i szukaja, ale zaden nie jest dobry.
Najwiekszy miecz jaki znalezli w calych Prusach to Zygfryd w trzech
palcach trzymal! To przeciez bez sensu! Poszli wiec do kowala, aby wykul
odpowiednie oreze. Kowal wykul najpotezniejszy miecz jaki istnial -
siedmiometrowy! Zygfryd zwazyl go w reku, jak machnal, to za jednym
zamachem scial 14 debów! No, tym to moge walczyc!
Pozostala jeszcze zbroja. Jakiej by nie znalezli to albo za mala, albo
jakas taka lekka... Ostatecznie stary znajomy kowal wykul odpowiednia
zbroje dla Zygfryda. Zajebista plytówka - pasowala jak ulal, zdobiona
zlotem i nader wszystko wytrzymala. Zygfryd byl gotowy do walki.
Tymczasem w obozie Polaków ten sam problem. Jagiello szuka ochotnika,
ale nikt sie nie zglasza. Król postanawia wziac ich sposobem - polewa
dodatkowa porcje miodu (wiele razy). Niestety, nawet totalnie najebani
nie chca walczyc. Jagiello poszedl do starego druha - Zawiszy Czarnego.
Niestety, ten nie byl skory do opuszczania domu.
- Ubrudze sie tylko, jeszcze moze mi sie cos stac... Daj mi spokój!
Kolejny byl Macko z Bogdanca - ale ten równiez nie byl chetny.
- Tu Jagienka na mnie czeka, a ja sie bede gdzies po jakis polach bitwy
chedozyl? Nie ma mowy!
Nastepny Jurand - ale ten ma oczy wylupane! BEZNADZIEJA! Zalamany Król
wzial sznur i poszedl do lasu sie powiesic. Idzie i nagle widzi: jakis
kurdupel - metr dwadziescia - konus taki, ubrany w marna skórzana
kurteczke, z zardzewiala szabelka u pasa, opiera sie o drzewo i napruty
jak worek... spawa. U Króla pojawila sie iskierka nadziei, takie male
swiatelko w tunelu. Podchodzi i pyta, czy ten sie zgodzi na walke.
- No pewnie! - odpowiedzial napierdolony totalnie glos. Nie byl w stanie
powiedziec nic wiecej.
Teraz trzeba go wyposazyc. I tu problem. Jakiego konia by nie znalezli,
to dla malego Polaczka olbrzym. Nie utrzymalby go nawet. Olali sprawe.
Teraz miecz. Niestety, nawet najmniejszego nie byl w stanie uniesc.
Wyluzowali. Jeszcze zbroja. Ale jakiej by nie przyniesli, to dla naszego
bohatera jak dom wielka - popijawy by mógl w srodku urzadzac. Dali se
siana. Zostawili mu tylko to co mial - cienka skóre i przerdzewiala
szabelke. Na koniec poprosili tylko o jedno:
- Po wszystkim mozesz robic co chcesz, ale w dzien bitwy, na Boga,
przyjdz trzezwy!
Slonce wzeszlo, obie armie stoja naprzeciwko siebie. Z szeregu
krzyzackiego wylania sie wspanialy rycerz. Ale gdzie Polak???... Szukaja
go i szukaja. W koncu znalezli - oczywiscie nawalony jak dzwonek.
Mimo to tanio skóry nie sprzedamy. Cuca go i wypychaja.
Na ugietych nogach, zataczajac sie wychodzi na pole bitwy. Naprzeciw
niemu wielki Zygfryd de Loewe w blyszczacej zlotem zbroi, z wielgachnym
mieczem, na poteznym sloniokoniu. Spina wierzchowca i rusza do ataku.
Pedzi z ogromna predkoscia, ziemia drzy pod kopytami sloniokonia, drugie
slonce blyszczy na zlotej piersi Zygfryda (wielki miecz zaslania to
pierwsze).
Jagiello wytrzezwial natychmiast i pojal co zrobil. "Ja pier....!
Przeciez on zaraz zmiazdzy naszego i wpadnie w nas - rozniesie nas w
puch. Jestesmy juz martwi!" - pomyslal zaslaniajac twarz.
- W NOGI, k...a, W NOGI!!! - krzyczy Król i wszyscy rura gdzie popadnie.
Zygfryd de Loewe na swym sloniokoniu wpada na kurdupla Polaka - huk,
trzask, uniósl sie tylko kurz i dym...
Wielki Mistrz podjezdza na miejsce potyczki, aby pogratulowac swojemu
zwyciestwa. Kurz opada, a tu straszny widok: sloniokon lezy z obcietymi
nogami, parenascie metrów dalej Zygfryd (cale piszczele ma pokrwawione),
a Polak, tak schlany, ze ledwo stoi na nogach mowi:
- Gdyby król nie kazał "W NOGI", to bym cie k...a zajebal..."

Lame Game: "hack the SERVER"

(Akt 2

(Świeczniki pogaszone; na stole mała lampka kuchenna).

SCENA 1.

GOSPODYNI, ISIA.

GOSPODYNI

Trza rozbirać dzieci spać,

już północno godzina.

ISIA

Mnie się nie chce spać,

pokil bedom grać,

a tamte dziecka śpiom,

niech se lezom, tak jak som.

GOSPODYNI

Chodź tu zaraz.

ISIA

Matusiu,

jesce ino w kółko raz;

przyjrze im sie z komina.

GOSPODYNI

Nie bedzies kcieć jutro wstać;

z łózka trzeba wyganiać,

a do łózka trzeba gnać.

ISIA

Nie, nie póde, matusiu,

zaroz bedom cepiny,

muse widzieć cepiny,

matusieńku, matusiu,

ino dziś, ino dziś.

GOSPODYNI

Ocy ci sie przymykają,

ślipki ci sie mruzom.

ISIA

Chciałabym być duzom:

jak cepiny przypinają,

jak druhny słuzom.

GOSPODYNI

A przynieś tu lampe haw,

pozakołysz dziecko,

dobrze mi sie spraw,

to pódzies w kółecko.

SCENA 2.

GOSPODYNI, ISIA, KLIMINA.

KLIMINA

(w drugiej izbie)

Juz cepiny, juz cepiny,

podciez tam, podciez juz,

na męzatki szyćkie mus.

(Obiedwie zaświecają małe łojówki i z płonącymi świeczkami w rękach idą ku Weselu, gdzie się odbywają czepiny. Po ich odejściu chwilę Isia sama bawi się rozkręcaniem i przykręcaniem lampki i patrzy we światło. Północ bije na zegarze w izbie).

SCENA 3.

ISIA, CHOCHOŁ.

CHOCHOŁ

I

Kto mnie wołał

czego chciał ?

zebrałem się,

w com ta miał:

jestem, jestem

na Wesele,

przyjedzie tu

gości wiele,

żeby ino wicher wiał.

II

Co się w duszy komu gra,

co kto w swoich widzi snach:

czy to grzech,

czy to śmiech,

czy to kapcan, czy to pan,

na Wesele przyjdzie w tan.

ISIA

Aj, aj, aj ? aj, aj, aj,

a cóz to za śmieć?!

CHOCHOŁ

Tatusiowi powiadaj,

że tu gości będzie miał,

jako chciał, jako chciał.

ISIA

A ty mi się przepadaj,

śmieciu jakiś, chochole,

huś ha, na pole!

CHOCHOŁ

Tatusiowi powiadaj...

ISIA

Huś ha, na pole,

głupi śmieciu, chochole!

CHOCHOŁ

Szepnij w ucho mamusie...

ISIA

Wynocha, paralusie!

CHOCHOŁ

Kto mnie wołał,

czego chciał...

ISIA

A, słomiany nygusie,

wynocha, paralusie!

CHOCHOŁ

Ubrałem się, w com ta miał,

sam twój tatuś na mnie wdział,

bo się bał, bo się bał,

jak jesienny wicher dął,

zaś bym zwiądł, róży krzak,

a tak, tak, a tak, tak,

skądże bym ja sam to wziął...

ISIA

Idź precz, idź precz, na pole,

huś ha, hulaj, chochole!

CHOCHOŁ

Kto mnie wołał,

czego chciał,

. . . . . . . . . . . . . . . .

SCENA 4.

MARYSIA, WOJTEK.

MARYSIA

Odpocznijze haw, Wojtecku,

bo i jo tańcem zmęcona.

WOJTEK

O mojaś ty, serce, zona,

moja duszo, tak mi smutno

o ciebie - idź ta ku muzyce,

hulaj...

MARYSIA

Tak se ta znów nie zyce,

żebym wystoć nie mogła

przy tobie.

WOJTEK

Nagle mi się zawróciło w głowie,

jakby twoje to wesele było,

(nuci)

"ale nie nase, Marysiu,

ale nie nase..."

MARYSIA

Podź hań, przy dzieciach se siądź,

pośpij, zaśpisz bolenie.

WOJTEK

W głowie mi sie zamrocyło,

inom ku muzyce wszed,

i tak mi sie uwidziło,

że lazom koło nos cienie...

MARYSIA

Czarno figura po ścienie

ze światła - o, patrzajże sie,

widzis, jak po wszyćkim goni - ?

WOJTEK

(nuci)

"Pilnuj, parobku, koni,

pon ci dziewuche zgoni..."

Przystaw gęby, żonisiu.

MARYSIA

Smęcisz czego - ?

WOJTEK

Marysiu!

(Gdy oboje idą do alkierza w głębi, Marysia zabiera lampkę ze stołu. Izba pozostaje ciemna - tylko alkierz oświetlony i od weselnych drzwi smuga światła).

SCENA 5.

MARYSIA, WIDMO.

WIDMO

Miałem ci być poślubiony,

moja ślubna ty.

MARYSIA

Bywałeś mój narzeczony,

przyrzekałeś mi.

WIDMO

Byłaś dla mnie słońce złote,

w moim domku zimno mnie.

MARYSIA

Mróz jakisi od wos wionie,

zimnem ubiór dmie.

WIDMO

Ogniem, żarem lico płonie,

zaś krew w tobie wre.

MARYSIA

Miałam ci być poślubiona

i mój ślubny ty.

WIDMO

Maryś, Maryś, narzeczona,

długie moje sny.

MARYSIA

Ka ty mieszkasz, kaś ty jest?

Jechałeś do obcych miest,

czekałam cie długo, długo

i nie doczekałam sie.

Kaś ty jest, kajś ty jest,

gdzie ty mieszkasz, gdzie?

WIDMO

Goniłem do różnych miest,

rozhulaniec, pędziwiatr,

ażem gdziesi w ziemię wpad,

gdzie mnie toczy gad.

MARYSIA

O mój Boze, Boze mój,

to juz ciebie tocy gad.

WIDMO

Zwabiło mnie echo z Tatr,

otom jest, otom jest,

zwabiły mnie głosy z chat,

do myśli mi przyszedł gest

przypomnieć się z dawnych lat;

domek mój, podobnoś grób,

nie jestem wymagający,

przeszedłem niejedną z prób,

ale żebym ja był trup,

nie wierz, Maryś, bo to kłam;

żywie Duch, żywie Duch,

wytężyłem cały słuch,

zwabiły mnie głosy z chat.

MARYSIA

Ka twój grób, ka twój grób?

Pono gdziesi za daleko,

nie dobiegnie, nie doleci...

(Ona przesłania oczy ręką, on zaś jej, nagły, dłoń odrywa).

WIDMO

Łzy mnie palą, łzy mnie pieką,

licho bierz grób mój,

otom jest, otom twój;

czy pamiętasz jeszcze dzień;

jak nas gruszy cienił cień,

tu w tym sadzie, na zieleni,

śród połednia, śród promieni,

przy mnie stałaś: w dłoni dłoń - ?

MARYSIA

Dawno, dawno, tyle lat.

WIDMO

Skłońże ku mnie główkę, skłoń.

MARYSIA

Hańśmy stoli w dłoni dłoń -

szedł od ciebie swat.

WIDMO

Dawno, dawno, tyle lat.

MARYSIA

Miałabym tylo wesele,

co jak dziś, jak to dziś.

WIDMO

Potańcujmy raz dokoła,

potem zaś znów mus mnie iść

MARYSIA

Som tu twoi przyjaciele,

ostań chwile.

WIDMO

Raz dokoła,

- - - - - - - - - - - - -

potem to już mus mnie iść:

mus mnie woła, mus mnie woła.

MARYSIA

Ano dziś nasze wesele;

raz dokoła, raz dokoła.

WIDMO

Taki smutek idzie z czoła...

MARYSIA

Takie zimno wieje z ust...

WIDMO

Przytul mnie do twoich chust,

przytul mnie do piersi, rąk...

MARYSIA

Nie chytaj sie moich wstąg,

taki wieje trupi ciąg.

WIDMO

Kochaj...!

MARYSIA

Precz, nie sięgaj lic

WIDMO

Nie broń mi się - nic to, nic...

MARYSIA

Zimnem dołu wieje strój,

ty nie mój, ty nie mój!

WIDMO

Mus mnie woła, mus mnie woła,

raz dokoła...

MARYSIA

Stój, ach, stój!

SCENA 6

MARYSIA, WOJTEK.

WOJTEK

Maryś - jakoześ ty blado - ?

MARYSIA

To światła sie takie kładą

po twarzy...

WOJTEK

Trzęsiesz się cała.

MARYSIA

Uchyliłam drzwi i stamtąd powiała

jakaś zawieja - to nic -

WOJTEK

A to znów czerwoność do lic

przyszła -

MARYSIA

Z twojego patrzenia;

przytul mnie Wojtecku, do siebie,

wole ciebie, wole ciebie.

WOJTEK

(nuci)

"Pójdze, Maryś, po niewoli

na mój jeden zagon roli".

SCENA 7.

STAŃCZYK, DZIENNIKARZ.

STAŃCZYK

(idąc)

Ktoś się za mną włóczy wciąż.

DZIENNIKARZ

Ktoś przede mną ciągle stąpa.

STAŃCZYK

(już był usiadł)

Domek mały, chata skąpa:

Polska, swoi, własne łzy,

własne trwogi, zbrodnie, sny,

własne brudy, podłość, kłam;

znam, zanadto dobrze znam.

DZIENNIKARZ

Zacz kto - ?

STAŃCZYK

Błazen.

DZIENNIKARZ

(poznając)

Wielki mąż!

STAŃCZYK

Wielki, bo w błazeńskiej szacie;

wielki, bo wam z oczu zszedł,

błaznów coraz więcej macie,

nieomal błazeńskie wiece;

Salve, bracie!

DZIENNIKARZ

Ojcze, Salve!

Szereg dobrych błaznów zrzedł,

przywdziewamy szarą barwę;

koncept narodowy gaśnie;

gasną coraz te pochodnie,

które do hajduków ręku

przywiązane żarem płoną.

Skapały, zżarły się świece,

a że do rąk przytroczone,

więc jeszcze palą się ręce,

w tę samą zaklęte stronę. -

Trzeba by do służby narodu

błaznów całego zastępu;

palą się hajduki w męce,

z własnego bolu się śmieją;

gasną świece narodowe,

okropne rzeczy się dzieją,

śmiechem i szyderstwem biegu

obudzić, ośmielić zdolne

serce spodlone, niewolne,

które naszą krew zaprawia.

STAŃCZYK

A wolicie spać - -

DZIENNIKARZ

To jedno!

Usypiam duszę mą biedną

i usypiam brata mego;

wszystko jedno, wszystko jedno,

tyle złego, co dobrego,

okropne rzeczy się dzieją.

Patrzeć na przebiegi zdarzeń -

dalekie, dalekie od marzeń,

tak odległe od wszystkiego,

co było wielkie w kraju;

że wszystko, co było, przepadło,

bezpowrotnie w mroku zbladło:

to bajki o trzecim Maju!

Matkę do trumny się kładło,

siostry i rodzinę całą;

ksiądz pokropił i poświęcił,

grabarze gruz przywalili;

epigonów co zostało,

na stypie się weselili

wesołością, co przeklina;

w pijaństwie duszę zabili,

a nie mogli zabić serca.

Zostało serce, co woła,

spłakane u bram kościoła,

skrwawione u wrót świątyni

i jeszcze w męce okrutnej,

w czułej litości rozrzutnej

samo siebie wini.

STAŃCZYK

Asan jako spowiedź czyni,

spowiedź, widzę, cudzych grzechów;

Acan się zalewa łzami,

duszę krwawi, serce krwawi;

ale znać z Acana mowy,

że jest - tak - przeciętnie zdrowy;

jutro humor się naprawi. -

Gotów mi płakać najrzewniej,

rozczulać się cudzych grzechów,

u bliskiego widzieć tramy,

zbrodnie, brudy, grzechy, plamy

i za swojego bliskiego

uczynić publiczną spowiedź. -

A! doprawdy! warte śmiechów -

może jeszcze rozgrzeszenie

wziąć kapłańskie z cudzych zbrodni - ?

DZIENNIKARZ

Wina ojca idzie w syna;

niegodnych synowie niegodni;

ten przeklina, ów przeklina -

ród pamięta, brat pamięta,

kto te pozakładał pęta

i że ręka, co przeklęta,

była swoja. - Rozbrat wieczny

duszy z ciałem, ciała z duszą;

w nim się słabi kruszą -

miecz do walki obosieczny -

myśmy słabi. - Wielkość gniecie,

przekleństwo nosi na grzbiecie:

zbrodnie nosi, czarne kiry,

szatę krwawą Dejaniry;

Wielkość: Zbrodnia; Małość: podła -

Jakaż nasza dzisiaj Wola?!

Czarodziejska dłoń ogrodła

nasze pola.

STAŃCZYK

Łzy ze źródła!

Tyle żalów o nieswoje!?

A cóż tobie niepokoje

tych, co w grobach leżą?

Myślisz - że się trupy odświeżą

strojem i nową odzieżą -

a ty z trupami pod rękę

będziesz szedł na Ucztę-mękę

i jako potrawy żuł,

czym się tylko kiejś kto truł;

wsączał w siebie i pił,

czym tylko kto gdzie gnił;

czy to ma być twoja krew?!

DZIENNIKARZ

Moja krew, moja krew -

czy ja wiem - okrzyk mew,

gdy gonią ponad skały,

okrzyk mew osmętniały,

żałośliwy, straszny,

gdy od brzegu odbiegły daleko.

Morze ciche, strop się chmurzy,

ale burza i orkan daleko

Tylko głuchość i pustka bezmierna -

a tu skrzydła rozchwiane do lotu,

nie pragną, nie pragną powrotu

i wiedzą, że tam, gdzie dążą,

wylądu szukać daremno;

przekleństwu swojemu wierne,

lecą - i nie śmieją ustać,

aż krew do ust pocznie chlustać

ze znużenia - wtedy padną,

łzą nie pożegnane żadną,

bo śmierć ulga, ulga zgon.

STAŃCZYK

Zaśpiewałeś kruczy ton;

tobież tylko dzwoni w głuszy

pogrzebowych jęków dzwon?

- - - - - - - - - - - - - - -

A słyszałżeś kiedy, z wieży

jak dźwięczy i śpiewa On?

DZIENNIKARZ

Zygmunt, Zygmunt...

STAŃCZYK

Dzwon królewski: -

Siedziałem u królewskich stóp,

królewski za mną dwór:

synaczek i kilka cór,

Włoszka - a wielki chór

kleru zawodził hymny; -

a dzwon wschodził.

Patrzali wszyscy w górę,

a dzwon wschodził -

zawisnął u szczytów

i z wyżyn się rozdzwonił:

głos leciał, polatał,

kołysał się górnie,

wysoko, podchmurnie -

a tłum się wielki pokłonił.

Pojrzałem na króla,

a król się zapłonił...

Dzwon dzwonił

- - - - - - - - - -- -

DZIENNIKARZ

A toć on nam tętni dziś,

jak grzebiemy, kto nam drogi;

zwołuje nas, każąc iść

posłuchać kościelnych szumów,

w wielkim zamęcie rozumów,

w wielkim modlitew rozjęku,

On pan, ten dzwon królewski,

nie ustający w brzęku,

o pękniętym sercu:

nasz ton. - Nad przepaścią stoję

i nie znam, gdzie drogi moje.

STAŃCZYK

Byś serce moje rozkroił,

nic w nim nie najdziesz inszego,

jako te niepokoje:

sromota, sromota, wstyd,

palący wstyd;

jakoweś Fata nas pędzą

w przepaść -

DZIENNIKARZ

Ty Wid!

STAŃCZYK

Ja Wstyd!!

Piekło wiem gorsze niż Dante,

piekło żywe.

DZIENNIKARZ

Żyję w Piekle!,

STAŃCZYK

Społem w przepaść!

DZIENNIKARZ

Społeczeństwo!

Oto tortury najsroższe,

śmiech, błazeństwo -

to my duchy najuboższe.?

"Społem" to jest malowanka,

"społem" to duma panka,

"społem" to jest chłopskie "w pysk","

"społem" to papuzia kochanka,

próżność, nadczłowieczeństwo _

i przy tym to maleństwo:

serce pęknione, co krwawi.

STAŃCZYK

Asan prawi -

jako najwalniejsi gębacze,

odrośl od tych samych pni

z moich dni.

DZIENNIKARZ

Wolałbym już stokroć razy

policzone dni

niż ten bieg, bieg. pęd, gonitwa

ku przepaści, otchłani, zawrotom:

Ach, kresu, ach, kresu lotom

Stacza się sercowa bitwa,

opadam coraz na głazy,

mrze na ustach modlitwa,

ach, kresu, ach, kresu lotom! -

Niechby się raz wszystko spali,

zetrze się, na proch się zsypie,

jak kolumny, na gruz się rozwali,

byśmy padli potruci

jadami w pogrzebowej stypie;

niechajby się raz wszystko spali,

i te nasze polskie posty

dusz do polskich świętych,

i te nasze tęczowe mosty

czułości nad pustką rozpiętych,

malowanki Częstochowskie

w koronach - i wszystkie Wiary! -

Nieszczęścia wołam!!

STAŃCZYK

Puszczyku...

DZIENNIKARZ

Może by Nieszczęście nareście

dobyło nam z piersi krzyku,

krzyku, co by był nasz,

z tego pokolenia. -

Ach, Sumienia, Sumienia!

Już było tych prawd bez liku

dla nas - Prawdy czy Fraszki -?,

Stoimy u polskich granic,

a mamy obecność za nic,

od talentów zawisłe igraszki.

STAŃCZYK

Puszczyku!

Zgrałeś się przy zielonym stoliku

czy z kobietami w gorączce

opętałeś duszę mdłością

i w tej momentu palączce

oślep gnasz we własne próchno.

A gdy na nie wichry dmuchną,

rozleci się zgasłe próchno,

zamurują się otchłanie

i krzyk, i jęk, i wołanie

zda ci się błazeństwem duszy,

które nikogo nie skruszy,

które zeżre siebie samo,

a trzewia mu gniciem cuchną. -

Znam ja, co jest serce targać

gwoźdźmi, co się w serce wbiły,

biczem własne smagać ciało,

plwać na zbrodnie, lżyć złej woli,

ale Świętości nie szargać,

bo trza, żeby święte były,

ale Świętości nie szargać:

to boli.

DZIENNIKARZ

Tragediante...

STAŃCZYK

Commediante,

dla ciebie błazeńska laska.

DZIENNIKARZ

Piastujesz ją, piastun stary;

znasz tylko: status quo ante;

błazeństwo z tobą się zrosło.

STAŃCZYK

Oto naści twoje wiosło:

błądzący w odmętów powodzi,

masz tu kaduceus polski,

mąć nim wodę, mąć.

DZIENNIKARZ

Fatum nas w obłędy wodzi:

u rozstajnych dróg zły Duch!

Tu moje rozstajne drogi;

ty mój Duch-zły - demon, Szatan;

błazeństwem ja z tobą zbratan,

byłem ci duszą poswatan,

nim dusza stała się trup; -

a teraz mi pachnie grób,

czuję trąd.

STAŃCZYK

Naści; rządź!

Masz tu kaduceus polski,

mąć nim wodę, mąć.

DZIENNIKARZ

Nie chcę żadnych więcej prób.

Serce miałem kiedyś młode,

porwałeś mi serce młode,

wlałeś jad goryczny w krew.

Nie widzę, nie widzę dróg,

zaćmił mi się Bóg...

STAŃCZYK

Fata pędzą, pędzą Fata ?

Wielkość ? Nicość ? pusty dzwon,

serce strute ?

uderzyłeś błazna ton:

moją nutę.

Kłam sercu, nikt nie zrozumie,

hasaj w tłumie!

Masz tu kaduceus, chwyć!

Rządź!

Mąć nim wodę, mąć!

Na Wesele! Na Wesele!

Idź!

Mąć tę narodową kadź,

serce truj, głowę trać!

Na Wesele! Na Wesele!

Staj na czele!!!

SCENA 8.

DZIENNIKARZ, POETA.

DZIENNIKARZ

Może z mętów się dobędzie człowieka;

może minie palączka i głód;

ot, kaleka ja, ot, ja kaleka:

każdy dzień piekielny trud.

Młodości - wyrwi mię z cieśni,

oplatają mnie grzyby i pleśni;

o Młodości, jakożeś daleko,

a to jeszcze wczora, prawie wczora...

POETA

Cóżeś tak się rozżalił, rozpalił,

czy cię jakie przemieniły cuda?

DZIENNIKARZ

A przeszedł tu koło mnie cień,

cień goryczy pełen wielkoluda

i ostawił mi laseczkę kaduczą.

POETA

Nie przeczę, że rozmyślania uczą,

ale cóż tak sobie żalisz serce?

DZIENNIKARZ

Och, w okropnej jestem poniewierce;

po torturach mię duchowych włóczą,

więżą mnie konwenansowe szpangi:

oto droga utarta do rangi,

a ja gardzę, ja gardzę, ja plwam

na to wszystko, ze serca szczerego -

i nie zdołam rozerwać obroży,

a wstrętów coraz się mnoży

i cokolwiek słyszę, to mnie draźni.

Przyjaźń farsą, Litość: kłam,

a słyszę, że gadają o przyjaźni.

Miłość farsą -

słyszę wkoło półszepty miłości.

Kłamstwo Szczerość, a widzę tu gości

i muzyki słyszę swoje, polskie, nasze,

i po ścianach złożone pałasze,

obrazeczki, sceny narodowe.

To mnie draźni i męczy, i boli:

Czy my mamy prawo do czego?!!

Czy my mamy jakie prawo żyć...?

My, motyle i świerszcze w niewoli,

puchnąć poczniemy i tyć

z trucizny, którą nas leczą.

I tę naszą dolę kaleczą

widzieć i trupem gnić...

POETA

Rozżaliłeś się, działa muzyka,

to się koło widzeń zamyka

i działa na nerwy.

DZIENNIKARZ

Na nerwy !?

Na nerwy działa te, na te sieci,

które mają duszę w uwięzi,

że gdy tak mi grają bez przerwy,

zdało mi się, że moja dusza

ze mnie wyszła i koło mnie świeci.

POETA

Zdawało ci się - sam mówisz przez to,

że o jedno złudzenie więcej.

DZIENNIKARZ

Poezjo! - tyś to jest spokojną sjestą;

chcesz mnie uśpić, znieczulić, zniewolić,

byle słówka nie wyrzec goręcej.

Ach, nie ukrywaj - nie udawaj,

ty sameś w ogniu - to maska

ten pozorny spokój - to kłam.

A! ta muzyka tak brzęczy,

jak z ula dzwonienie pszczół -

a my jak szerszenie:

to mi się rzuca do garła

ta duża wesołość narodowa,

to mi się rozszerza głowa

szumem, gwarnością, zawrotem

i nawet mi jest wstrętny ból.

POETA

Daj rękę.

DZIENNIKARZ

Ech, daj mi pokój -

wyjdę za próg - jak wieje od pól...

Powietrza, powietrza!...

POETA

Daj dłoń...

DZIENNIKARZ

Daj mi spokój!

SCENA 9.

POETA, RYCERZ.

POETA

Otwarła się toń!

Upomina się o swoje Umarła.

Szumem, gwarnością, zawrotem

idzie ku nam z powrotem;

jakaś Przemoc wrotom grobu się wydarła,

oto, słyszę, woła:

RYCERZ

Daj dłoń!!

POETA

Puszczaj!

RYCERZ

Ty mój!

POETA

Puszczaj!

RYCERZ

Ty mój!!

POETA

Żelazem owita ręka,

żelazem zakryta skroń.

RYCERZ

Zbieraj się, skrzydlaty ptaku,

nędzarzu, na koń, na koń,

przepadnie przekleństwo, męka!

POETA

Co mówisz, okropne widziadło,

na koń? - gdzie - ? jak?

Żelazna twoja dzwoni szczęka,

żelazna więzi mnie ręka.

RYCERZ

Na koń, zbudź się, ty żak,

ty lecieć masz jak ptak!

Bioręć w pętle.

POETA

Na arkan mnie wiąże.

RYCERZ

Poznasz, ktom jest, gdy zaciążę -

ty więzień mój, mnie służ;

biorę przemocą. Ja Moc:

za mną, przede mną

ognia kurz;

po drogach, po których lecę,

drzewa się palą jak świece,

ciskają się błyskawice,

jak lecę, Duch:

wytężaj, wytężaj słuch!

POETA

Puszczaj, przepadaj w Noc -

o, ręce, ręce martwieją...

RYCERZ

Ty mój!

POETA

Precz. -

RYCERZ

Słysz grom...

POETA

Zatrząsnął się cały dom...

RYCERZ

A czy wiesz, czym ty masz być,

o czym tobie marzyć, śnić-.

POETA

Sen, marzenie, mara, wid.

RYCERZ

Jutro dzień, przede dniem świt!

Wiesz ty, czym ty mogłeś być-

POETA

Słowo, Widmo gończe!

RYCERZ

Zwiastun!!

POETA

Głos jak marzeń moich piastun;

Rycerz, Widmo, urojenie

przyoblekło szatę żywą.

RYCERZ

Krwi, krwi pragnę, krwawe żniwo!

Wracam do dom w noc szczęśliwą,

w noc ponurych wichrów łkań.

Niosę dań, orężną dań.

POETA

Wracasz do dom ze snów, z dali...

RYCERZ

Z dali, hen z zaświatów, z prochów.-

Przeszedłem ogień, co pali,

przeszedłem zapady lochów.

Ścigam, gonię, moc roztrwonię.

Niosę dań, orężną dań.

POETA

W noc ponurych wichrów łkań

wstajesz z lochów, z prochów, skał...

RYCERZ

Na głos mój ty będziesz drżał:

Grunwald, miecze, król Jagiełło!

Hajno się po zbrojach cięło,

a wichr wył i dął, i wiał;

stosy trupów, stosy ciał,

a krew rzeką płynie, rzeką!

Tam to jest!! Olbrzymów dzieło;

Witołd, Zawisza, Jagiełło,

tam to jest!! - Z pobojowiska

zbroica się w skibach przebłyska,

żelezce, połamane groty,

drzewce powbijane do ciał,

z trupów zapora, z trupów wał,

rycerski zgotowiony stos:

Ofiarnica -

tam leć - tam chodź, tam leć!!!

brać z tej zbrojowni zbroje,

kopije, miecz i szczyt

i stać tam wśród krwi,

aż na ogromny głos

bladością się powlecze świt,

a ciała wstaną,

a zbroje wzejdą

i pochwycą kopije, i przejdą!!!

Spiesz, tam leżą stosy ciał;

przeparłem trumniska wieko,

czas, bym wstał, czas, bym wstał.

POETA

Łzy mnie pieką, łzy mnie pieką,

czymże bym ja tam być miał.

RYCERZ

Niosę dań, orężny szał.

POETA

Dech twój zimny, dech grobowy...

RYCERZ

Patrzaj w twarz, patrz mi w twarz,

ślubuj duszę, duszę dasz.

POETA

Za przyłbicą pustość, proch;

w oczach twoich czarny loch,

za przyłbicą Noc;

zbroja głuchym jękiem brzękła.

RYCERZ

Miecz, miecz, siła nieulękła;

patrzaj w twarz, patrzaj w twarz;

ty mnie znasz.

POETA

Ktoś jest?

RYCERZ

Moc.

POETA

- - Przyłbicę wznieś!

RYCERZ

Rękę daj.

POETA

Duszę weź.

RYCERZ

Patrz!!

POETA

Śmierć - - - Noc!

SCENA 10.

POETA, PAN MŁODY.

POETA

Potęga, wieczysta Potęga,

Moc nieprzeparta!!

PAN MŁODY

O czym mówisz - ?

POETA

Niedołęga

byłem - a dzieła to mitręga

próżna - mgła nic niewarta.

Teraz naraz się koło mnie zapaliło

i gorę - i piersi się palą;

zdaje mi się, że słyszę gdzieś górą,

jak skały sie padają

i w otchłań z łoskotem się walą.

PAN MŁODY

Będziesz sonet pisać czy oktawę?

POETA

Nie - przewiduję inszą zabawę;

poczułem na szyi arkan -

Polska to jest wielka rzecz:

podłość odrzucić precz,

wypisać świętą sprawę

na tarczy, jako ideę, godło

i orle skrzydła przyprawić,

husarskie skrzydlate szelki

założyć,

a już wstanie któryś wielki,

już wstanie jakiś polski święty.

PAN MŁODY

Zajmujące.

POETA

Ty tematem zajęty.

PAN MŁODY

Myślałżeś ty co więcej

niż poemat?

POETA

Może ja to myślę goręcej

i w tej chwili to jeszcze się pali -

jeszcze -- a jutro się zawali

w gruz ten pożarny gmach.

A! chciałbym wstąpić w to Piekło.

Ach!

PAN MŁODY

Rozpalony.

POETA

Piekło żywe

w tej chacie, w zaklętym dworze:

Piekło gorze!

PAN MŁODY

A to coże?!

SCENA 11.

PAN MŁODY, HETMAN, CHÓR.

CHÓR

Hej, panie, panie Branecki,

nie żałuj grosika, nie żałuj,

pocałuj się z nami, pocałuj,

nie żałuj dukacika, nie żałuj,

dajże go nam z tej kieski!

HET'MAN

Ha, szatańce, sztab moskieski,

znajcie pana, bierzcie złoto,

nie stoję ja pan o złoto;

piekielna mnie dziś gospoda:

hulaj dusza, z wami zgoda.

CHÓR

Hulaj dusza, z nami w zgodzie,

potańcujemy w gospodzie;

pocałuj się z nami, pocałuj,

nie żałujta, hetmanie, kieski,

braliśta pieniążek moskieski,

hej, hetmanie, hetmanie Branecki!

HETMAN

Bierzcie złoto, pali złoto.

CHÓR

Pali pieniążek moskieski?

HETMAN

Piekielna mnie dziś gospoda:

diabły moją piją krew;

szarpają mi pierś, plecyska,

psy zjawiska, łby ogniska;

szarpają, sięgają trzew!

PAN MŁODY

Wojewoda! Wojewoda!

HETMAN

Puszczajcie, litości!

PAN MŁODY

Jezu!!

SCENA 12.

PAN MŁODY, HETMAN.

HETMAN

Ha, przepadli kędyś diabli,

ktoś się doli ulitował;

rana jeno straszna boli - -

puste żale, mnie nie szkoda,

bo ja pan, piekielny pan,

drwię z serdecznych ran.

Setkę lat przez puszczę gnam,

przez bór gonię, gęsty las,

przez ugory, łąki, błoń -

upałami bije skroń,

młotami serce wali,

ogień wnętrzności pali - - -

Każ muzyce dla mnie grać,

mnie na Piekło stać.

Ja pan, ćwierć kraju mam w ręku,

a jak kto po cichuteńku

powie "Jezus" - ja wolny na chwilę,

powietrzem się zasilę:

odetchnąłem piersią całą;

bierz ty, ile złota zostało,

patrz, oto niecki,

diabli mi to kazali nieść;

co noc tak świeżych nasypią,

a sztabowi, czerńcy przeklęci,

krzyczą za mną: panie Branecki,

nie żałuj; - krew moją chlipią - -

Masz!

PAN MŁODY

Hetmaniłeś ty, hetmanie,

chocia byłeś łotr,

i sam król był tobie kmotr;

przewodziłeś, przewodziłeś,

a my dzisiaj w psiej niewoli:

nie hetmany, strzęp, łachmany, gruz;

duszę ziębi mróz;

ciebie ogień, ogień pali -

przecz już nic nas nie ocali,

ani król, ani ból,

ani żale, ni płakanie,

hej, hetmanie, hej hetmanie - -

dzisiaj to mój dzień miłości...

HETMAN

Czepiłeś się chamskiej dziewki?!

Polska to wszystko hołota,

tylko im złota;

trza było do bękartów Carycy

iść smalić cholewki:

byłać ta we mnie cnota.

Asan mi tu Polski nie żałuj,

jesteś szlachcic, to się z nami pocałuj,

jesteś wolny!

PAN MŁODY

Bierz cię diabli.

HETMAN

Gębuj, widzęś nie przy szabli.

SCENA 13.

PAN MŁODY, HETMAN, CHÓR.

HETMAN

Ścigają psy, kąsają psy.

CHÓR

Przeklęty ty, przeklęty ty.

HETMAN

Sursum corda, serce żreją -

serce mi wyjmują z trzew.

CHÓR

Zaprzedałeś kraj, ty lew;

złotem pysk ci zaleją!

Złoty pan, weselny pan,

pójdźże w tan, pójdźże w tan!

HETMAN

Złoto pali, złoto war;

sursum corda, wiwat Car!

CHÓR

Lejcie mu do pyska żar,

sięgajcie mu dłońmi trzew.

HETMAN

Piją krew, żłopają krew,

cielsko drą po kawale!

CHÓR

Złoty pan, weselny pan,

pójdźże w tan, dalej w tan:

na Weselu hula Śmierć,

garniec pereł, złota ćwierć,

zaprzedałeś Czortu kraj.

HETMAN

Żłopią krew Czarty Moskale,

sursum corda, wiwat Car!

CHÓR

Huś ha, huś - haj go, haj!

Pójdźże w tan, dalej w tan!

Złoty pan! weselny pan!

SCENA 14.

PAN MŁODY, DZIAD.

PAN MŁODY

Tyle się przewlekło mar

z okropnym śmiechem Piekła...

DZIAD

Cóż wam to? cóż wam to?

Czy was panna młoda urzekła?

PAN MŁODY

Oj, tu Diabły, ze samego Piekła,

włóczyły przede mną człowieka,

ach, powietrza, tchu...

DZIAD

Cóż pon ucieka?

SCENA 15.

DZIAD, UPIÓR.

DZIAD

(za Panem Młodym)

Miałem rzec, cosi miałem rzec:

Szczęść Boże przy weselu.

UPIÓR

Przyjacielu, przyjacielu...

DZIAD

Kto! ty we krwi! precz, piekielny!

UPIÓR

Ja weselny, ja weselny,

dajcie, bracie, kubeł wody:

ręce myć, gębe myć,

chce mi się tu na Weselu

żyć, hulać, pić.

DZIAD

Precz, przeklęty, precz, przeklęty.

UPIÓR

Dajcie, bracie, kubeł wody:

gębe myć, ręce myć...

DZIAD

Krew na sukniach, krew na włosach...

UPIÓR

Nie pyskuj, nie powtarzaj. - -

Już, już wiedzą o tym w niebiosach.

(nuci)

"A stało się to w Zapusty".

DZIAD

Precz, przeklęty, precz, przeklęty.

UPIÓR

Jeno ty nie przeklinaj usty,

boś brat - drżyj! ja Szela!!

Przyszedłem tu do Wesela,

bo byłem ich ojcom kat,

a dzisiaj ja jestem swat!!

Umyje się, wystroje się.

Dajcie, bracie, kubeł wody:

ręce myć, gębe myć,

suknie prać - nie będzie znać;

chce mi się tu na Weselu

żyć, hulać, pić - ?

jeno ta plama na czole...

DZIAD

Cholera!

UPIÓR

Zaraza, grób.

DZIAD

Precz, precz, ty trup!

UPIÓR

Widzisz, w orderach chodzę.

DZIAD

O! plamy na podłodze od nóg.

UPIÓR

To krew, obmyję próg,

dajcie ino, bracie, wody,

kubeł wody - gębe myć,

suknie prać - nie bedzie znać.

DZAD

Przeklęty! Maryjo, strać!

UPIÓR

Gadu, gadu, stary dziadu,

trza się do roboty brać;

kubeł wody, gębe myć,

nie bede próżno stać,

na Wesele, na Wesele,

podź tańcować, bośma brać

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

SCENA 16.

KASPER, KASIA, JASIEK.

JASIEK

Kasiu -

KASPER

Kasiu -

KASIA

Cóz ta, Jasiu?

JASIEK

Bo to widzis, Kasiu, że to -

tak mnie ciągnie bez pół.

KASPER

Pódź, Kasicko, ku mnie, cosi

mom ci sepnonć.

KASIA

Co, że co - ?

KASPER

Radź, co z nami - ?

KASIA

Kiej na ogrodzie rosi.

KASPER

Kiejbyśmy byli sami!...

JASIEK

Kasper - idze pod stodołę.

KASIA

Po co? - Idze ty.

KASPER

Wis, bracie,

idź ty pirwy - namość słome.

KASIA

Przyjdziewa.

JASIEK

Cóz sie trzymacie,

lgnies do niego- ?

KASPER

To sie zeń.

JASIEK

Do zeniacki pirsy leń,

a wpół chyci, zwyobraco.

KASPER

Jest ta Kasie chycić za co.

JASIEK

Juz bym do wos nic nie cuł -

ino ciągnie mnie bez pół.

KASIA

Przynieś wódki.

KASPER

Naści grosz.

JASIEK

Zaros, juści racje mos,

lece!

SCENA 17.

KASPER, KASIA.

KASIA

Powiedziałam tak na hece.

KASPER

Kasiu, dyć to k'sobie miło

byśwa poszli spolnie ka.

KASIA

Na ogrodzie sie zrosiło -

jak kces gęby, na -

KASPFR

Ino by najmilej było

k'sobie, Kasiu, byle ka.

KASIA

Juści, miło, Kaspruś - co?

k'sobie ?

KASPER

Ano -

KASIA

Juści...

KASPER

Zaś.

KASIA

Spełzła mi się wstązka kaś -

KASPER

Wstązka od gorseta?

KASIA

Nie ta,

przewiązka spodnicki.

KASPER

Kabyśwa pośli, Kasicko,

mojeś ty palące policko.

(nuci)

"Ino mi się nie broń dziś,

jutro mozes sobie iść".

SCENA 18.

KASPER, KASIA, NOS.

NOS

(z flaszką i kieliszkiem)

W twoje ręce.

KASPER

Podziękować.

NOS

A dej Kasię pocałować.

KASPER

W twoje ręce!

KASIA

Podziękować!

NOS

A teraz pocałuj z woli.

KASIA

Ej ta, cóz to ? ?

NOS

Nie zaboli ?

Kasiu, dziwcze, co za dąs,

i on, i ja gołowąs;

chcesz go, to ci go nie bronię;

niedobrze ci w tej koronie.

KASIA

Pódzies pon, patrzcie go,

ledwo przysed, juz by kcioł.

NOS

Adie, druhna, jak nie, to nie.

KASPER

Cało flaszke bestia schloł.

SCENA 19.

PANNA MŁODA, PAN MŁODY.

PANNA MŁODA

Och, mójeśty, juz nie mogç tańcować,

a tańce, nie chciałabym żałować

jutro, że dzisiaj nie dosyć,

jak dzisiaj, że nie dość wczora,

ażem osłabła, aż prawie chora,

ino, że mi nie trza doktora,

ino tańca -

PAN MŁODY

Jak paciorki różańca,

taniec jeden, jak drugi

jednaki,

a łańcuch taneczny długi,

do rana, a od rana do nocy

PANNA MŁODA

Pokiel starcy piecywa i kołocy,

hulać, hulać w kółecko, tańcować...

PAN MŁODY

A pocałuj, bo będziesz żałować.

PANNA MŁODA

Tak ci mnie to granie tkliwi -

PAN MŁODY

Poczekaj, będziemy szczęśliwi -

PANNA MŁODA

Mój ty Boże - !

PAN MŁODY

W jakim dworze;

postawimy se dwór modrzewiowy,

brzózek przed oknami posadzę.

PANNA MŁODA

Brzoza straśnie sybko pusco,

het ściany we trzy roki ocieni.

PAN MŁODY

Będziemy se siedzieć w zieleni,

będziemy se siedzieć w maju,

we kwitnącym sadzie.

PANNA MŁODA

W paradzie.

PAN MŁODY

(nuci)

"A jak będzie słońce i pogoda,

słońce i pogoda..."

PANNA MŁODA

(nuci)

"Pójdziemy se razem do ogroda -

bedziemy se fijołecki smykać..."

SCENA 20.

DZIENNIKARZ, ZOSIA.

ZOSIA

Ach!

DZIENNIKARZ

Aa ! -

ZOSIA

Bardzo ciemno.

DZIENNIKARZ

Nie widno.

ZOSIA

Zmęczonam, wciąż w kółko, w kółko...

DZIENNIKARZ

I cóż? chłopy pani nie brzydną?

ZOSIA

Nie wiem - nie; - patrzę na ludzi

jak na przeróżnych ludzi.

DZIENNIKARZ

A tak się serduszko budzi.

ZOSIA

Patrzę i usypiam serce;

to ładne - to bardzo górne,

ale z tego co? - ja czuję,

muru głową nie przewiercę,

a jak widzę w lichej poniewierce

rzeczy górne i piękne, i czułe,

to mnie boli.

DZIENNIKARZ

A ten ból przechodzi.

ZOSIA

A pan ma swoją bibułę,

żeby ból każdy przeszedł.

DZIENNIKARZ

Epidemia.

ZOSIA

Pan nie wierzy, co nie przewidziane?

A wie pan, ojczyzna to chemia;

serce, jak się czego uczepi,

to dynamit.

DZIENNIKARZ

Coraz lepiéj,

jeszcze jeden taniec w kółko,

a edukacja skończona.

ZOSIA

Nie byłabym ja chłopu żona;

nikt mnie w śluby nie poprosi -

ale myślę, panie redaktorze,

że tam w tej wiejskiej komorze,

w półblasku kuchennej lampy,

że tam mój taniec coś znaczy.

DZENNIKARZ

Gdy sama to pani uznać raczy... -

ZOSIA

Pan skąd się tu bierze?

DZIENNIKARZ

Ja się patrzę, lubię i nie wierzę,

za to wierzę w panią.

ZOSIA

Za co?

DZIENNIKARZ

Za tę minkę, oczy, gest.

ZOSIA

Podobam się?

DZIENNIKARZ

W tym coś jest.

SCENA 21.

POETA, RACHEL.

POETA

To pani, o, proszę wejść.

RACHEL

Idę za panem jak cień;

pan się może śmiać,

ale mnie się wymarzyło,

że się tu zaczyna coś dziać - ?

POETA

Może - a w tej chwili na dworze

pani mi się z dala pokazała,

jak płomieniste widziadło.

RACHEL

Byłam w ten szal owita cała

i w świetle ode drzwi, ot tak.

POETA

Noc nasze przeinacza widzenia.

RACHEL

Ja prawie że jestem w trwodze -

a wie pan, że się zwróciłam w drodze;

bo mi w poprzek ścieżki przeszła

jakaś osoba...

POETA

To są ludowe baśnie.

RACHEL

Chodzą hałaśnie

w huczącym wichrze; pan widzi,

jaki się huragan zrywa,

jak świszczy i drzewa szamoce -

POETA

Zatrząsł szybami; - patrz pani,

czego nie dostrzegam w ogrodzie...

RACHEL

Tak bardzo ciemno...

POETA

Ktoś wyrwał krzew różany.

RACHEL

Czy ten, co był w słomę odziany?

POETA

No ten chochoł.

RACHEL

Ktoś połamał? -

a myśmy, cośmy to chcieli

z nim - ?

POETA

Myśmy lecieli

na lep poezji - i teraz

dwór się od poezji trzęsie;

odbywa się wielkie darcie

piór wszelijakiego drobiu:

grunwaldzkie duchowe starcie,

lecą pióra orle, pawie, gęsie,

wnet ujrzymy husarię i króla;

zatrzęsło się tu ze wszech jak do ula.

RACHEL

W powietrzu atmosferyczna zmiana:

chata stała się rozkochana

w polskości - właściwa skala:

żar, co się duchem udziela,

co się na powietrzu spala

jak garść lnu.

POETA

Dawno nie miałem snu,

jak ten wieczór, jak ta noc.

RACHEL

Przedziwna, przedziwna Moc,

te potęgi walczące, ten wiatr,

jakieś prastare siły.

POETA

Hen z Tatr

przylatują ku mnie przypomnienia!

Skrzydeł! - nad ten las z kamienia

ulecieć - w górę -

RACHEL

Na szczyty!

POETA

Walküra!

RACHEL

Dzisiejsze sny,

po tej nocy nieprzespanej,

będą cudne - bo oczy patrzące

stały się figurami ludne,

które się niełatwo zatrzeć dadzą.

POETA

Chodźmy patrzeć !

SCENA 22.

GOSPODARZ, KUBA.

KUBA

Jakiś pon, jakiś pon

zsiadają z siwka w podwórzu;

koń ogromniec...

GOSPODARZ

Weźcie konia

razem ze Staszkiem ku szopie;

podrzućcie co żryć.

KUBA

A pon musi wielgi być:

ubiory na nim czerwone,

siwa broda a lira u siodła,

jak te dziady z Kalwaryje,

co nosą lire u pasa.

Niech pon wyjdą w sień.

GOSPODARZ

Bania się z gośćmi rozbiła

w ten weselny dzień;

kogóż ta ciekawość przywiodła?

Latarkę zaświć! -

KUBA

Jak zyje,

jeszczem takiego Polaka

nie ujzoł -

GOSPODARZ

Bo żyjesz mało;

jeszcze duża takich Polaków ostało,

co są piękni.

KUBA

A kaz się to wszyćko kryje? -

O, zaroz będzie latarka,

ino się przypiece siarka.

SCENA 23.

GOSPODARZ, GOSPODYNI, KUBA.

GOSPODARZ

Słyszysz, ponoś ktoś w gościne,

jakiś jakby wielki gość...

GOSPODYNI

Tu drzwi zawrzes - tam se gwarzcie,

jo już mom tych tańców dość;

a cóż ty mos za tęgom mine,

coś ty jakisik niepewny - ?

GOSOPODARZ

Ino, matuś, zaś nie swarzcie -

ja tak dziś przy Weselu rzewny;

jakiś gość nie lada jaki...

GOSPODYNI

Tu drzwi zawrzes, tam se gwarzcie.

GOSPODARZ

Kto to taki, kto to taki - - ?

SCENA 24.

GOSPODARZ, WERNYHORA.

WEHNYHORA

Sława, panie Włodzimierzu,

zjechałem tu gość.

GOSPODARZ

Spocznij, Wasza Mość;

żona stroi się w alkierzu...

WERNYHORA

Ostań, panie Włodzimierzu.

GOSPODARZ

Żona stroi się w alkierzu;

niespodziany gość,

właśnie była przy pacierzu,

bo się dziecka kładło spać.

WERNYHORA

Niechajże żona w alkierzu...

GOSPODARZ

Bo się dziecka kładło spać;

a ci nie przestają grać:

jak wesele, to wesele,

to nie będą w miejscu stać;

ot, tu żona jest w alkierzu.

WERNYHORA

Niechajże żony w alkierzu,

niechże tańcuje Wesele.

Siądźże, panie Włodzimierzu,

mam Asaństwu nowin wiele:

Pomówimy o Przymierzu.

GOSPODARZ

Ano proszę, bardzo proszę.

WERNYHORA

Siadaj.

GOSPODARZ

Siadam - zacny gość -

bardzo proszę, bardzo proszę;

ceremonii dość.

WERNYHORA

Ja z daleka - hen od kresów,

konia zgnałem.

GOSPODARZ

Podły czas.

A do wszystkich spadłych biesów,

toście tu są pierwszy raz;

któż was zwabił w taki czas?

A do wszystkich spadłych biesów,

żeście tak niespodziewanie

w noc i na to weselisko

zechcieli tu, Ichmość Panie?

WERNYHORA

Z daleka, a miałem blisko

i wybrałem Weselisko,

boście som tu jakoś wraz,

i wybrałem Ichmość Mości

dom, gdzie ludzie sercem prości.

GOSPODARZ

Wasza Mość mieliście blisko

serceście zobligowali -

myśmy sobie prości - mali.

WERNYHORA

Z daleka, a miałem blisko;

ledwom wymienił nazwisko,

a zaraz mi pokazali

tacy chłopcy, rześcy, mali.

GOSPODARZ

Co to u nich serce z miską;

przybieżali, powiadali,

Czego nie zjęzykowali:

że pan stary, że Dziad stary,

że Dziad z lirą, brodą siwą...

WERNYHORA

Ot, dziadzisko z siwą brodą.

Dawnoż było w duszy młodo;

żeście sobie prości, mali,

toście wielkich krzywd nie znali.-

Chudobę macie szczęśliwą.

GOSPODARZ

A ot, takie złote żniwo,

złote pola - pokoszone -

Wszystko błoto - zadyszczone; -

sady ciche - kwitną, rodzą,

jedne z drugich same wschodzą:

złote żniwo, serce z miską;

nie trzeba szukać daleko,

kiedy było jakoś blisko.

Pokażę waćpanu żonę.

WERNYHORA

Złote żniwo, serce złote:

jeszcze u was w duszy młodo,

żeście sobie prości, mali,

toście wielkich krzywd nie znali. -

Może żona ma robotę - ?

GOSPODARZ

Żona stroi się w alkierzu,

chce się wydać urodziwa,

że to gość niespodziewany,

każe zaraz podać piwa.

WERNYHORA

Zostaw, panie Włodzimierzu,

że to chwila osobliwa...

GOSPODARZ

Lepiej gwarzy się przy szklenie,

że to z drogi, tyle błoto;

lepiej gada się przy wenie.

WERNYHORA

Kiej się nie rozchodzi o to;

że to chwila osobliwa,

możemy na osobności

porozmawiać.

GOSPODARZ

Słucham Mości;

a to chwila osobliwa.

Wolnoć spytać o nazwisko... - ?

WERNYHORA

Nie poznałeś - ?

GOSPODARZ

Ktoś mi znany,

ktoś serdeczny, ktoś kochany,

ktoś, co groźny - dawny, stary,

jak wiek cały...

WERNYHORA

Dawnej wiary.

GOSPODARZ

Ktoś mi znany, niespodziany...

WERNYHORA

Przypominasz krwawe łuny

i jęk dzwonów, i pioruny,

i rzeź krwawą, krwawe rzeki - - ?

GOSPODARZ

A sen, sen jakiś daleki,

jeszcze w uszach mam te dzwony -

mieszają weselne grajki:

jakieś stare dumy, bajki.

WERNYHORA

Jeszcze w uszach mam te dzwony

ponad ich weselne grajki:

jęk posępny, jęk męczony,

tyle krwi rzezanych ciał;

ja tam był, przy trupach stał;

jeszcze w uszach mam te dzwony.

Patrzyłem się na lud święty,

jako upadał przeklęty,

przekleństwami potępiony:

kiedy ojce klną na synów,

kiedy syny przeklną ojce,

takie jęczące ogrojce,

łez krwawiących, łez serdecznych

słyszałem w tych głosach wiecznych:

w głosach dzwonów jęk szalony -

jeszcze w uszach mam te dzwony.

GOSPODARZ

Dawne czasy - dawne wieki,

a sen, sen jakiś daleki,

jęki przygłuszają grajki;

jakieś stare dumy, bajki.

WERNYHORA

Ja stałem w pożarnej łunie

na siwym, na siwym rumaku,

czekając Bożego znaku.

Za mną piorun po piorunie

bije z chmur, przez niebo łyska.

GOSPODARZ

Rzecz daleka - taka bliska,

ktoś mi znany, niespodziany;

ktoś, o którym jeszcze wczora

tylko we śnie, tylko w marze:

Pan-Dziad z lirą...

WERNYHORA

Wernyhora.

GOSPODARZ

Pan-Dziad z lirą - Wernyhora!

Wy mnie znany - spodziewany,

Wy, o którym jeszcze wczora

tylko we śnié, tylko w marze:

jak owi dawni mocarze,

Wy na koniu, siwym koniu,

poprzed dom mój, z wieścią.

WERNYHORA

Słowem!

GOSPODARZ

Wy ze Słowem - Wy ze Słowem!

WERNYHORA

Ja z Rozkazem.

GOSPODARZ

Rozkaz-Słowo! - -

Dawno serce już gotowo

tem wezwaniem piorunowem.

WERNYHORA

Słowo-Rozkaz, Rozkaz-Słowo;

dla serca serce gotowo.

Słuchaj, panie Włodzimierzu:

oto chwila osobliwa,

pomówimy o Przymierzu.

GOSPODARZ

To jak ze snu prawda żywa,

chwila dziwnie osobliwa.

Jakiż rozkaz?

WERNYHORA

Trzy zlecenia.

GOSPODARZ

Chwila dziwnie osobliwa:

żem niejako jest wezwany.

WERNYHORA

Roześlesz wici przed świtem,

powołasz gromadzkie stany.

GOSPODARZ

To jak ze snu prawda żywa;

prawie że są wszyscy społem

u mnie przez to weselisko.

WERNYHORA

Ma być jawne, co jest krytem;

co dalekie było - blisko.

Dziś u Waści weselisko;

prawie że są wszyscy społem;

roześlesz wici przed świtem;

niech jadą we cztery strony.

GOSPODARZ

Porozsełam konno gońce,

roześlę wici przed świtem;

zaraz się poradzę żony -

ona swoim chłopskim sprytem...

WERNYHORA

Niech jadą we cztery strony!

Bądź gotów, nim wstanie słońce.

Skoro porozsełasz gońce,

zgromadzisz lud przed kościołem,

jak są zdrowi, prości, mali;

ażeby godność poznali,

Bogiem powitasz ich kołem,

a wtedy przykaż im ciszą,

niech żaden brzeszczot nie szczęknie,

a skoro rzesza uklęknie,

niech wszyscy natężą słuch:

czy tętentu nie posłyszą

od Krakowskiego gościńca - ?

GOSPODARZ

Wytężam, wytężam słuch.

WERNYHORA

Ja wiem, żeś jest Asan zuch - -

Od Krakowskiego gościńca

czy tętentu nie posłyszą,

czy już jadę z Archaniołem - ?

GOSPODARZ

Wytężam, wytężam słuch -

choćby i największy zuch,

jak to, co to, rozpoczęcie - - ?

WERNYHORA

Słuchać ślepo, wierzyć święcie;

ja wiem, żeś jes